Powitanie



Drogi Gościu, witam Cię na moim blogu, cieszę, ze tu jesteś. Będzie mi bardzo przyjemnie, jeśli zostawisz swój ślad w postaci miłego komentarza.

Wzory do pobrania

wtorek, 31 stycznia 2012

"Klątwa Konstantyna"

Małgorzata i Michał Koźmińscy to autorzy książki, w której szpiegowska intryga przeplata się z losami głównych bohaterów w powojennym Krakowie. Dwa wywiady (amerykański i radziecki) rywalizują w zdobyciu testamentu Konstatntyna z przepowiednią dotyczącą całej Europy. Do Krakowa przybywa też agent Szai, organizacji, która wykonuje wyroki na wojennych konfidentach współpracujących z gestapo w tropieniu ukrywających się Żydów.                         

Wątki z poszukiwaniem rozwiązania zagadki sprzed wieków mogą kojarzyć się z "Kodem Leonarda da Vinci" , nie zmienia to faktu, że lektura książki jest pasjonująca. Bardzo interesujące jest tło powieści, Kraków z 1945 roku, życie codzienne w tak trudnych czasach, gdy ludzie nie otrząsnęli się jeszcze z wojennej grozy, a "nowe" ze wschodu dawało się już poznać. To także postawy, wybory życiowe i zawikłane ludzkie losy.

niedziela, 29 stycznia 2012

Niebieska raz jeszcze

I co by tu pokazać? Kolejną chustę? To już zaczyna być monotonne. Dobra, ostatnia ( na razie ;-) ). Trochę materiału na sweterki mam, więc póki zima, trzeba to zagospodarowć, aby jeszcze przed przyjściem ciepłych dni trochę mieć z nich pożytku. Ale póki co - niebieska...


sobota, 28 stycznia 2012

"Matka wszystkich lalek"

Co łączy małą wysepkę u wybrzeży Bretanii ze Śnieżką i Karkonoszami?
To postać głównej bohaterki Claire, a może Klary?
Książka Moniki Szwai, w której poznajemy losy młodej dziewczymy poszukującej swojej tożsamości, jest pełna emocji, trudnych życiowych wyborów i poruszających historii. Choćby ta o  Elżuni - Ilse - Lizie, polskiej dziewczynce. która trafia do niemieckiej rodziny. Jej życie jest zagmatwane, mocno ją doświadcza, dobrze czuje się tylko w towarzystwie swoich lalek.
Warto przeczytać.

piątek, 27 stycznia 2012

Dostawa włóczek

Dostałam przesyłkę z e-dziewiarki, a w niej tyle kolorów! Od czego by tu zacząć?


Ach prawda, jeszcze niebieskości są w robocie, najpierw to muszę skończyć.

środa, 25 stycznia 2012

O dzierganiu i turkusie

   W trudnych dla mnie momentach biorę do ręki druty i... No właśnie- dzierganie ma dla mnie właściwości terpaeutyczne, redukuje  stres, wycisza, koi skołatane nerwy. A przy okazji pozwala na przemyślenie problemów. Gdy za bardzo mnie "telepie" chwytam kije i lęcę w las. Nie zawsze jednak są na to odpowiednie warunki, dlatego druty mam zawsze pod ręką.

A oto, co inni mówią na ten temat.
"  W programie SOS Uroda w TVN Style bardzo miła pani stwierdziła w nim, że ręczne dzierganie jest znakomitym środkiem zaradczym na depresję listopadowo - grudniową. Mówiła, że operowanie szydełkiem lub drutami pobudza receptory nerwowe w opuszkach i to stymuluje ośrodki w mózgu odpowiedzialne za dobry nastrój, zapobiega splinowi i wredocie. I że, między innymi dlatego, nasze babki i prababki lepiej sobie radziły z jesiennymi smutkami."(forum.gazeta)



"W ostatnich latach robótki ręczne gwałtownie zyskują na popularności. Jednym z powodów może być fakt, że mogą działać terapeutycznie. Heike Utsch w swoim badaniu "Knitting and stress reducer" poddał badaniu 250 dorosłych (głównie białych kobiet, znacie jakiegoś faceta, który robi na drutach?), którzy wypełniali specjalnie przygotowany kwestionariusz i dodatkowo brali udział w badaniu PSS-10 (skala odczuwalnego stresu). Wyniki potwierdziły hipotezę, że robienie na drutach efektywnie przyczynia się do redukcji objawów stresu każdego typu, najskuteczniej redukuje objawy emocjonalne i poznawcze."  (facebook)
Paru osobom z mojego bliższego i dalszego otoczenia przydałaby się taka terapia, jednym na stres, innym na to drugie  ... ech, szkoda gadać.

W ramach mojego odstresowywania się zabrałam się za kolory, tym razem jest to turkus.
Bardzo lubię tą barwę, postanowiłam wydziergać taką chustę. Idealnie pasuje do wielu innych kolorów. A gdy do tego dołoży się jeszcze odpowiednie dodatki, naprawdę wygląda to razem bardzo ładnie
.



sobota, 21 stycznia 2012

Jesienna

    Mogę już zaprezentować chustę w jesiennych barwach, wydzierganą podczas wyjazdu na ferie. Monotematyczna ostatnio jestem, ale chusty mają "branie". Ta jest prezentem dla mojej cioci.



piątek, 20 stycznia 2012

Mazury cud natury, nie tylko latem

   Wróciłam z feryjnego wypadu. Wypoczywałam,  nie tak jak wszyscy w górach. Wybieram kierunki, gdzie nie ma wielu turystów, a jest cisza i spokój. Tym razem wybrałam Mazury, które są piękne również o tej porze roku. Zwiedzanie zaczęłam od Sanktuarium w Świętej Lipce. Ostatnio byłam tam wiele lat temu. Teraz mogłam podziwiać kościół po gruntownej renowacji. Prace remontowe jeszcze trwają, ale wnętrze wygląda imponująco.
   Pojeździłam także szlakiem zamków krzyżackich. Podziwiałam zamek w Reszlu, Rynie oraz ruiny zamku w Szestnie. W Reszlu znajduje się ciekawy most, który kiedyś pełnił funkcję więzienia. Po renowacji nie zachowały się cele więzienne, symbolicznie zostawiono jedno zakratowane okienko.
Zamek w Reszlu


Most więzienny w Reszlu

 Zawitałam do manufaktury w Nakomiadach, gdzie wyrabiane są kafle do pieców. Cała produkcja odbywa się według starych technologii, kafle są ręcznie obrabiane i zdobione. Odwiedziłam Kadzidłowo, gdzie znajduje się Park Dzikich Zwierząt. Zwiedzający wchodzą między zwierzęta, by móc je z bliska obserwować. Przerywnikiem w wędrówkach był relaks w Mikołakach w Parku Wodnym Tropicana.
   Niestety Góra Czterech Wiatrów nie przyjęła nas życzliwie, warunki pogodowe nie sprzyjały uruchomieniu wyciągów, w związku z tym górę obejrzałam z daleka. Za to miałam okazję popróbować jazdy na nartach biegowych. No cóż, spróbowałam... To nie jest takie proste, zwłaszcza gdy ma się te parę lat na karku. Za to intensywnie uprawiałam turystykę pieszą i podziwałam zimowe mazurskie krajobrazy.  



                   











    Wieczorami nie próżnowałam. Przy kominku bardzo miło było zająć się dzierganiem. Wyprodukowałam dwie chusty z wykorzystaniem zmodyfikowanego (powiększonego) wzory kiri. Jedna już po zblokowaniu, druga jeszcze schnie, więc zdjęcia będą później.





piątek, 13 stycznia 2012

Ferie

Już spakowane wszystko na wyjazd, jutro będę w innym miejscu. Pięknym...
Jeszcze tylko kilka motków dorzucę do torby ;-)

czwartek, 12 stycznia 2012

I znowu chusty

     Boom na chusty trwa. Gotowe są kolejne dwie, jedna w różnych odcieniach brązu i grafitowo-szara.  Wzór kiri bardzo dobrze mi idzie, robię w ciemno, a i miłośniczek ma kilka, więc póki co tylko on jest na "tapecie".








                            

Na drutach mam odcienie fioletu, wzór kiri nieco zmodyfikowany, robię większe elementy motywu.
Cały czas jednak chodzi za mną Gail. Jestem coraz bliżej tego, aby zmierzyć się z tym wzorem.


poniedziałek, 9 stycznia 2012

Karnawałowy skończony

Karnawałowy sweterek skończony. Trudno zrobić dobre zdjęcia, ponieważ cekiny na sweterku odbijają błysk lampy. A bez flesza dzisiejszego dnia nie da robić się zdjęć. Taka listopadowa szarówka w styczniu...





piątek, 6 stycznia 2012

"Nie wierzę w życie pozaradiowe"



To mój prezent urodzinowy. Z niecierpliwości cały dzień przebierałam nóżkami, aby zacząć czytanie, ale musiałam zająć się innymi sprawami oraz gośćmi. Teraz trwa lista przebojów trójki, biorę więc książkę pod pachę i idę do swojego kącika delektować  się "markowymi" opowieściami.

środa, 4 stycznia 2012

Karnawałowo

Nie zdążyłam na sylwestra, ale może jeszcze w karnawale będę miała okazję zaprezentować się w sweterku, który się jeszcze dzierga. Wzór z Vereny z lat 90-tych ubiegłego stulecia ( ależ to brzmi), fason wymyślony przeze mnie. To, co prezentuję poniżej to tył sweterka. Przody się robią.


poniedziałek, 2 stycznia 2012

"Każdy szczyt ma swój Czubaszek"


   Moi najbliżsi wiedzą, że dobra książka i płyta z moją ulubioną muzyką to prezenty, które mnie na pewno ucieszą. I tak było w tym przypadku.Wywiad Artura Andrusa z Marią Czubaszek to rozmowa skrząca się dowcipem, nieoczekiwanych puent i zaskakujących zwrotów akcji. Ponieważ uwielbiam poczucie humoru obydwu rozmówców ( wszak wychowałam się na radiowej trójce i nadal jestem jej fanką), książkę przeczytałam raz, dwa, nierzadko zaśmiewając się do łez. A podczas czytania w tle brzmiała muzyka Adele.