Powitanie



Drogi Gościu, witam Cię na moim blogu, cieszę, ze tu jesteś. Będzie mi bardzo przyjemnie, jeśli zostawisz swój ślad w postaci miłego komentarza.

Wzory do pobrania

środa, 30 stycznia 2013

"Kobiety władzy PRL"

Książka, której autorem jest Sławomir Koper, przedstawia sylwetki znanych kobiet z minionego okresu. Czytamy w niej o Wandzie Wasilewskiej, jej działalności partyjnej. Poznajemy Julię Brystygierową, która miała ogromny wpływ na  życie wielu ludzi. To ona osobiście nadzorowała sprawę Pawła Jasienicy."Krwawa Luna" , tak ją nazywano, ze szczególnym upodobaniem torturowała mężczyzn osadzonych w stalinowskich więzieniach. Dowiemy się, jak wyglądało życie prywatne Bolesława Bieruta, który nigdy nie rozwiódł się ze swoją żoną, a u jego boku pojawiały się inne kobiety. Zaskoczeniem dla mnie był fakt, że żoną Władysława Gomułki była Liwa Szoken - Żydówka, zwłaszcza w kontekście antysemickiej nagonki rozpętanej przez towarzysza Wiesława w roku 1968.   
Władza przyciągała piękne, utalentowane kobiety, żoną premiera Józefa Cyrankiewicza była aktorka Nina Andrycz, zaś Mieczysława Rakowskiego słynna skrzypaczka Wanda Wiłkomirska i (druga żona) Elżbieta Kępińska, też aktorka. O Stanisławie Gierkowej krążyły legendy (które pamiętam z własnego dzieciństwa), że lata do Paryża do fryzjera i na zakupy. W czasach, gdy informacją dnia przed Bożym Narodzeniem była wiadomość, że:" statek z pomarańczami już wpłynął do portu w Gdyni" i była nadzieja na zakup 1 kg na rodzinę po odstaniu swojego w kolejce, takie postępowanie było oburzające. Jedynie Gomułka nie opływał w luksusy, nie interesowało go takie życie, natomiast inni prominenci jak najbardziej korzystali z dobrodziejstw, o których szary człowiek nie miał co marzyć. Polecam tę książkę, warto przeczytać.

Uniejów i coś jeszcze...

   Wróciłam z kilkudniowego wypadu do gorących źródeł, czyli do Uniejowa. Niewiele ponad dwie godziny jazdy (już autostradą!), więc podróż nie zdąży zmęczyć. Zamieszkaliśmy na Zamku Arcybiskupów Gnieźnieńskich, w miejscu, gdzie czuje się historię.







Budowla położona na wzgórzu nad Wartą. Obok zamku jest ogromny park. Niestety zimą nie ma wiele do podziwiania, ale wiosną i latem musi być tu pięknie.














Widok na zamek z drugiego brzegu Warty. Jak widać unosiła się lekka mgiełka. To parowały pobliskie termy uniejowskie.













Z luf armatnich leje się solanka z podziemnych źródeł. Woda ma temperaturę powyżej 60 stopni Celsjusza.












Uniejów to nieduże miasteczko, ale oprócz jego głównej atrakcji można zwiedzić Zagrodę Młynarską, gdzie serwowane są dania kuchni regionalnej.






Będąc w Uniejowie warto wybrać się do niedalekiej Łęczycy, aby zwiedzić zamek, obejrzeć ciekawe wystawy mówiące o historii tego miasta i okolicy, wystawę etnograficzną czy prac przedstawiających legendarnego diabła Borutę, którego postać nierozerwalnie związana jest z łęczyckim zamkiem.












 Z Łęczycy już blisko jest do miejscowości Tum. Znajduje się tam romańska archikolegiata obronna, która powstała w latach 1141-1161. Budowla robi olbrzymie wrażenie swoimi rozmiarami. To jeden z najcenniejszych  zabytków romańskich w Polsce.


A nieopodal znajduje się urokliwy drewniany kościółek z 1761 roku.











Główną atrakcją wyjazdu były termy uniejowskie. Powstały niespełna kilka lat temu, od czerwca ubiegłego roku miejscowość ma status uzdrowiska. Jest już jedno sanatorium położone niedaleko zamku. Uniejowska solanka ma właściwości lecznicze, znajduje zastosowanie przy leczeniu wielu chorób. Obiekt jest nowoczesny, znajduje się tu wiele atrakcji dla dzieci i dorosłych. Jest cały kompleks basenów, saun, duże zaplecze gastronomiczne. 
Mnie największą frajdę sprawiało wypływanie na zewnątrz, gdzie temperatura powietrza wynosiła -5 stopni, zaś temperatura wody 36 stopni. I te masaże wodne różnego rodzaju... Rewelacja! 








   











                 










     Na koniec zdjęcia tego czegoś, co powstało z dwóch wydzierganych szali jednakowej szerokości i długości. Miałam wiele pomysłów, a skończyło się na tym, że powstało cieplutkie, mięciutkie ponczo z czterech motków włóczki Magic, ponieważ to pozostałości z innych robótek, różnych kolorystycznie (Magic 327 i Magic 596), musiałam troszkę pokombinować, aby je połączyć. Wyszło tak.











Codziennie można nosić inną wersję kolorystyczną, wystarczy inaczej założyć ponczo.

















sobota, 26 stycznia 2013

Zima

    Bardzo śnieżnie i mroźno ostatnio, ale dzisiaj zaświeciło piękne słońce. Mój ogród mocno przysypany śniegiem. Trzeba było otrząsnąć krzewy, aby po ciężarem śniegu się nie połamały. Świat dzisiaj wyglądał bardzo bajkowo, wręcz magicznie. 




   Magiczne też jest to coś, co dziergam. Mam dwa kawałki z włóczki Magic. Co to będzie, kto zgadnie?




   A tymczasem szykuję się do wyjazdu. do gorących źródeł. Wracam za kilka dni i wtedy pokażę co to takiego. 

niedziela, 20 stycznia 2013

"Uciekinierka z San Benito"

 To książka hiszpańskiego pisarza Chufo  Llorenza, autora "Władcy Barcelony".
   Poznajemy zagmatwane losy dziewczyny, która jest czwartą córką hidalga de Rojo. Ten, aby mieć w końcu potomka męskiego dokonuje, w zmowie ze swoją siostrą przeoryszą klasztoru świętego Benedykta, zamiany. Dziewczynka trafia do klasztoru, zaś chłopiec będący owocem grzechu podopiecznej klasztoru,  trafia do domu Martina de Rojo.
Dziewczynka dorasta pod opieką matki Teresy i sposobiona jest do życia zakonnego, jednak jej temperament przysparza wielu problemów. W wyniku niekorzystnych okoliczności dziewczyna musi potajemnie opuścić klasztor. I tu zaczynają się pasjonujące przygody z inkwizycją oraz wielką miłością w tle.

środa, 16 stycznia 2013

Jesienno - tęczowa chusta

   W takie szare dni dobrze mi się dzierga wielobarwne włóczki. Tym razem z cieniusieńkiego Kid royal Missisipi zrobiłam zwiewną i leciutką (50 g) chustę.





           

niedziela, 13 stycznia 2013

Gorzka czekolada z odrobiną karmelu

Lubicie gorzką czekoladę? Ja uwielbiam! Dlatego powstała ta chusta. Najpierw sama gorzka, mocna czekolada z delikatnego moherku kid royal...


       
















                         ...potem postanowiłam dodać odrobinę karmelu....


... i smakuje pysznie! A wygląda tak.







wtorek, 8 stycznia 2013

Granatowy męski pulower

   Ufff! Opóźnienie w wykonaniu tej dziergotki miałam spore. To prezent pod choinkę dla syna. Drzewko jeszcze stoi, więc właśnie pod nim dzisiaj się pulowerek znalazł. Na szczęście moje dziecię wybaczyło mi poślizg, aczkolwiek skrupulatnie policzyło dni spóźnienia. Nawet zgodziło mi się pozować. Najpierw Margolka wskoczyła w sweter, ale syn lepiej w nim wygląda. W końcu to męski pulower. 





   A poniżej pokazuję mój prezent imieninowy. Piękny i praktyczny przybornik na różne akcesoria dziewiarskie. Ponieważ używam drutów KnitPro, więc organizer z tej samej firmy do kompletu.




niedziela, 6 stycznia 2013

Jak zszyć szal, aby powstał paryski sweter?

   Spełniam prośbę Ani i Antoniny. Poniżej umieszczam schemat zszycia szala, aby powstał sweterek. Rozmiar swetra zależy o długości szala. Na czerwono zaznaczyłam miejsca szycia. Szerokość poszczególnych otworów zależy od rozmiaru planowanego sweterka. W oryginale nie ma ściągacza na dole, ale kto chce, może po zszyciu nabrać oczka i dorobić go. Podobnie jest z wykończeniem rękawów. 
   Na mój sweter w rozmiarze 46/48 wystarczył szal o długości 156 cm i szerokości 65 cm. Dobrze wyglądają dzianiny z cienkiej nitki, ładniej się układają, są bardziej "lejące". Do wykonania sweterka wykorzystałam projekt  z ravelry.


Przy tworzeniu schematu towarzyszyła mi kolejna moja fascynacja muzyczna - Imany.

Paryski sweter czyli biały z szala

   Od jakiegoś czasu miałam chętkę na coś takiego. Ciągle jednak były pilniejsze robótki. W końcu znalazłam chwilę i wydziergałam sobie prezent urodzinowy. W sam raz na jutrzejszy, a właściwie już dzisiejszy obiad urodzinowy. Sweter jest prościutki do wykonania. To szal, który później zostaje w odpowiedni sposób zszyty. Na dole swetra nabrałam oczka na ściągacz. Zużyłam trzy motki włoczki 
Agora Gold Pullu z cekinami.

Najpierw był szal,...


















...z którego powstał paryski sweter.

Tutaj jeszcze bez ściągacza.

 A tu efekt końcowy.




                     
A przy dzierganiu szal i zszywaniu towarzyszył mi Marek Dyjak ze swoimi piosenkami. Całe życie i trudne doświadczenia słychać w jego głosie. Być może dlatego to co śpiewa, tak mnie porusza.

czwartek, 3 stycznia 2013

Komin w fioletach i coś jeszcze...

   Wróciłam z wyjazdu sylwestrowego wypoczęta. Spacery po zimowej plaży wyciszyły skołatane nerwy. Wszystko co dobre, szybko się kończy - niestety. 
   Przywiozłam skończony komin w fioletach. Jest duży, można się nim otulić na wiele sposobów. Zrobiony z dwóch motków wełny Magic.




      















A plaża w Jastrzębiej Górze wygląda tak.

   Dużo miejsca, nikogo poza nami, aż nie do uwierzenia, gdy przypomnę sobie lato w tym miejscu.