Powitanie



Drogi Gościu, witam Cię na moim blogu, cieszę, ze tu jesteś. Będzie mi bardzo przyjemnie, jeśli zostawisz swój ślad w postaci miłego komentarza.

Wzory do pobrania

sobota, 30 listopada 2013

Szare ponczo z aplikacją po raz kolejny

   Na specjalne życzenie powstało kolejne ponczo-narzutka z filcowaną aplikacją. Na ponczo zużyłam 3,5 motka Babysilk Alpaca, bardzo miękkiej, delikatnej i szlachetnej włóczki ze sporą zawartością jedwabiu. Prezentuje się tak. Niestety, podczas sesji zdjęciowej musiałam skorzystać z wieszaka, ponieważ Margolka poszła do biblioteki i na jakiś czas tam została. Przygotowuje się do pokazu podczas kiermaszu, o którym pisałam w poprzednim poście.

Bez aplikacji...                                                      Z aplikacją...






   Przy dzierganiu kiermaszowych drobiazgów  i nie tylko towarzyszył mi Stereophonics. To moja nowa muzyczna fascynacja.

niedziela, 24 listopada 2013

Szal,bombki i niedokończony sweter

   Sporo rzeczy mam do zrobienia, jak to przed zbliżającymi się świętami. To czas dziergania gwiazdkowych prezentów. Ten szal jest przeznaczony na upominek dla nastolatki, która zażyczyła sobie ziemną zieleń. Szal wydziergałam z dwóch motków Kid Mohairu i niecałego motka mohairu Vivaldi. Złamałam kolor cieniowaną estońską wełenką. Wydaje mi się ciekawszy i nie taki smutny. Zdjęcia niestety nie pokazują piękna przenikających się barw, nawet w biały dzień światło jest do bani, a nie posiadam profesjonalnego aparatu fotograficznego.













       Wzór to kombinacja ażurów i warkoczy.






Na kiermasz zrobiłam jeszcze dwie dwie bombki. 






A w związku z pilniejszymi robótkami mój grafitowy sweter, który zaczęłam jakiś czas temu, czeka na porę, gdy będę mogła go dokończyć. Póki co, grzeje plecki Margolce.
             




















A to przygotowania do Wigilii... ;-)

czwartek, 21 listopada 2013

Przygotowania do...

...świątecznego kiermaszu.  
    Ponad dwa lata temu zorganizowałam pierwsze spotkanie miłośniczek robótek ręcznych w mojej miejscowości. Lokalu użyczyła nam nieodpłatnie tutejsza biblioteka. Spotykamy się tam do dziś. Postanowiłyśmy jakoś odwdzięczyć się za przygarnięcie. W związku z tym organizujemy świąteczny kiermasz, podczas którego sprzedawane będą wytwory naszych rąk. Dochód przeznaczymy na zakup książek do biblioteki. Myślimy o tym, aby były to publikacje poświęcone własnie robótkom ręcznym.
  To część mojego wkładu.


poniedziałek, 18 listopada 2013

Chusta w czerwieni i audiobooki

   Trwa sezon dziergania gwiazdkowych prezentów. Poniżej jeden z nich - czerwono-malinowa chusta z cudnej,mięciutkiej włóczki Babyalpaca Silk. To mieszanka delikatnej wełny (70%)i jedwabiu (30%). Przesympatyczna w robocie i delikatna w dotyku. 
   Margolka szczęśliwa, że wreszcie zapozować mogła, bo ostatnio w kącie  stała, co nieco zapomniana przeze mnie. Ale jak już pisałam wcześniej, ostatnio w wielkim niedoczasie żyję. Niestety do  świąt tak się zapowiada, że będzie jeszcze gorzej i to wcale nie z powodu przygotowań bożonarodzeniowych. Trwa rehabilitacja syna, za moment zaczynam swoją, zaś w pracy przygotowania do uroczystości otwarcia nowego segmentu szkoły. Ufff... 
   Aha, a oto chusta. Kolory z lekka przekłamane, ale zbyt późno wracam do domu, by uchwycić światło dzienne.








Odkryłam audiobooki. To nie tak, że nie wiedziałam o ich istnieniu, tylko jakoś przekonać się do nich nie mogłam. Lubię zapach papieru, szelest kartek. Jednak, pomimo sporych umiejętności jednoczesnego dziergania i czytania, nie jest to wygodne. Ciągle muszę przerywać robótkę, aby przewrócić kartkę. No i pozycja nie jest najwygodniejsza. W związku z tym postanowiłam spróbować z audiobookiem. Nie ukrywam, że zaczęłam żałować, że tak długo się wahałam. Mam pod nosem dobrze zaopatrzoną bibliotekę nie tylko w nowości książkowe, ale i sporą biblioteczkę audio, w związku z tym będę korzystać często. 


  Niekonwencjonalna pani detektyw dostaje zadanie rozwikłania  pewnej sprawy. Klient zlecający sprawę to człowiek o ustabilizowanej sytuacji życiowej. Na podstawie różnych drobiazgów, trudnych do wyjaśnienia, zaczyna podejrzewać swoją żonę, o to, że go zdradza.   Zaczyna się od tytułowej ścianki działowej.
   Podczas siedmiu dni, spędzonych z Brzytwą ( panią detektyw) bohater analizuje swoje życie, małżeństwo, zaczyna dostrzegać sprawy, w które wcześniej się nie zagłębiał. Na koniec poznaje prawdę o żonie, ale jest już za późno...
   To trochę inna książka Izabeli Sowy. Pomimo, że napisana lekkim językiem, nie porusza lekkim problemów. Różni się od "owocowej" serii. Warto sięgnąć po "Ściankę dzialową". Świetnie się słucha przy dzierganiu. Spora w tym zasługa czytającej Marii Seweryn. 

środa, 13 listopada 2013

Dlaczego lubię portal XL-pozytywnie?


                                                                                             Właśnie dlatego... I od razu czuję się lepiej.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Święto Niepodległości

Nie rozumiem, tego,co dzieje się podczas obchodów tego święta...

  Jestem dumna z tego,że jestem Polką. Darzę wielkim szacunkiem symbole narodowe. Zawsze ze wzruszeniem oglądam uroczystości z okazji naszych narodowych świąt, wpajam moim dzieciom miłość do Ojczyzny. 
  Po raz kolejny ze zdumieniem obserwuję to, co się dzieje od kilku lat 11 listopada. Można mieć różne poglądy, z nimi nie dyskutuję, ale nie ma we mnie zgody na profanację tego święta przez chuligańskie wybryki.

                                                                                                        Nie rozumiem...
   

piątek, 8 listopada 2013

Niespodzianka!

   Jakiś czas temu pisałam, że wygrałam candy u Asji. Dzisiaj po powrocie do domu czekała na mnie miła niespodzianka. Po odwinięciu szarego papieru ukazało się....


...po otwarciu ujrzałam kartę z wypisaną wiadomością od Asji...

 ...a po rozwinięciu ujrzałam dwa moteczki, jeden z nich to mieszanka wełny z jedwabiem.



Drugi motek, to mieszanka wełny i wiskozy. A na dnie znalazłam słodkie co nieco.
  Asiu, dziękuję :-)

Już nie mogę się doczekać, kiedy wrzucę te nitki na druty. Najpierw jednak muszę skończyć to, co zaczęłam.




P.S. Nie wytrzymałam. Przewinęłam i zaczęłam dziergać pierwszego w życiu baktusa z falbanką.                 Włóczka milusia w dotyku. W związku z tym doznania przy noszeniu będą bardzo przyjemne.



poniedziałek, 4 listopada 2013

System opieki zdrowotnej...

...dzisiaj mnie zabił. Spędziłam z synem, który w dniu dzisiejszy był zapisany na kontrolną wizytę i zdjęcie gipsu, prawie sześć godzin w przychodni ortopedycznej. Ponad dwie godziny stałam w kolejce, aby potwierdzić, że przybyliśmy na wcześniej umówioną wizytę (karty do ręki nie dostałam, pani  z okienka zaniosła ją do gabinetu), potem ponad dwie godziny staliśmy pod gabinetem na przyjęcie. To nie koniec, następnie odesłano nas do innego budynku na kontrolny rtg (kolejka), po odczekaniu na wywołanie zdjęcia z powrotem pod gabinet, gdzie kłębił się wściekły tłum czekający na swoją kolej. Znowu należało swoje odstać, zanim doktor do gabinetu zawołał. Po zbadaniu, wydaniu odpowiednich zaleceń, doktor chce nas widzieć na kontroli za tydzień. W związku z tym należy się zapisać na wizytę w okienku, do którego kolejka dłuuuga i następne dwie godziny stania jak nic. O nie! Zawróciłam na pięcie i wyszłam.  Od godziny wiszę na telefonie, by wizytę w taki umówić. Póki co, bezskutecznie, nikt nie odbiera, bo pod okienkiem wściekły tłum... 

   Nie mówię, że lekarze źli. Mamy świetnych specjalistów, dzięki nim mój syn żyje. Natomiast system jest chory, kolejny minister jest bezradny, a pacjent ... o kulach, z gorsetem ortopedycznym stoi grzecznie w ogonku dwie godziny, aż pani rejestratorka łaskawie zechce go zapisać na wizytę. Pod gabinetem zmęczony pacjent nie usiądzie, bo nie za bardzo jest na czym. Te kilka krzesełek, to nic. A niech sobie "połamańcy" stoją! A podobno STOCER, to jeden z lepszych szpitali ortopedycznych w Polsce, z wieloletnią historią. Jednak, gdy patrzy się na to, jak traktowani są pacjenci, szczerze w to wątpię.
   

piątek, 1 listopada 2013

"Czytelniczka znakomita"

   Moją pasję do książek wyssałam z mlekiem matki. Myślę, że narodziła się nawet wcześniej. Gdy moja mama była ze mną w ciąży, bardzo dużo czytała. Twierdzi, że później nie przeczytała tylu książek, co wtedy.
   W swojej powieści Alan Bennet opisuje również narodziny miłości do czytania. Jednak tytułowa czytelniczka znakomita odkrywa ją w późnym wieku. Przez przypadek trafia do objazdowej biblioteki, gdzie poznaje swojego literackiego przewodnika - Normana, pracownika królewskiej kuchni. To on wprowadza królową angielską ( to ona jest wspomnianą czytelniczką) w świat książek. Owszem, Jej Królewska Mość ma ogromne życiowe doświadczenie, wiele wie o świecie, jednak świat z książek jest inny i coraz bardziej ją pochłania. Początkowo czyta nieśmiało, później z coraz większą uwagą wybiera swoje lektury. Cierpią na tym królewskie obowiązki. Nie wszyscy w pałacu akceptują pasję królowej. Do czego ona doprowadzi bohaterkę? Jakie decyzje królowa zamierza podjąć? Warto sięgnąć po tę książkę i się przekonać.