Powitanie



Drogi Gościu, witam Cię na moim blogu, cieszę, ze tu jesteś. Będzie mi bardzo przyjemnie, jeśli zostawisz swój ślad w postaci miłego komentarza.

Wzory do pobrania

sobota, 25 lutego 2017

Dzikie dziki?


   
   Tak sobie chodzą gdzie chcą, coraz  większe, dorodniejsze. 
Ot, takie moje wiejskie dziki, maskotki - można by rzec.... Nierozłączna z nich para.

piątek, 24 lutego 2017

Przeczytane...

   "Pieśń królowej" Elizabeth Chadwick to dzieje Eleonory Akwitańskiej, silnej i niezłomnej kobiety, która wyprzedzała swoją epokę. Żyła w Średniowieczu, gdy pozycja kobiety była niska. Jednak ona osiągnęła wiele dzięki swojej mądrości (jak na tamte czasy była bardzo dobrze wykształcona). Pierwsze jej małżeństwo zaaranżował ojciec, dzięki temu została królową Francji. Niestety, nie był to udany mariaż, związek został unieważniony (dzięki determinacji Eleonory). 
   O drugim małżeństwie Eleonora zadecydowała sama, doprowadziło ją ono na tron angielski. Nazwano ją "królową królów", "matką królów" i "babką świętych". Bardzo zaciekawiła mnie ta postać, więc poszukałam więcej informacji, dotarłam min. tutaj (klik). Warto sięgnąć po tę książkę.

   "Willow" Virginii C. Andrews opowiada historię adoptowanej dziewczyny, która wyrusza na poszukiwania swojej biologicznej matki. Po śmierci, jak sądziła, adopcyjnego  ojca w jej ręce trafia dziennik, który prowadził przez wiele lat. Z jego kart wyłania się prawda o prawdziwym pochodzeniu Willow.
Dziewczyna zawiesza studia i wyrusza do Palm Beach na poszukiwania matki. Trafia w bajeczny świat bogactwa Florydy, poznaje przystojnego prawnika Thatchera Eatona, z którym nawiązuje romans. Jednak mroczne tajemnice jej rodziny powodują, że sprawy się komplikują.
    I po raz kolejny nasuwa mi się refleksja (pisałam o tym przy książce :Jestem żoną szejka"), że olbrzymie pieniądze szczęścia nie dają, wypaczają ludzi, przesłaniają to, co w życiu jest ważne. I wcale nie chodzi mi o to, że pieniądze nie są ważne, jednak warto umieć znaleźć równowagę między tym, co materialne, a tym co duchowe.
 "Pokolenie zimy" Wasilija Aksionowa przedstawia inteligencką rodzinę Gradowów, która w latach 20-tych ubiegłego wieku próbuje przeżyć w czasach stalinowskich. To jeszcze nie są lata największego terroru, na Kremlu toczy się walka o władzę pomiędzy trockistami, a zwolennikami Stalina. Pomimo chwilowej swobody życie nie jest łatwe. To jeszcze nie najmroczniejszy czas w historii Związku Radzieckiego, ludzie są pełni entuzjazmu i wiary w komunizm i partię, aczkolwiek w tle rozgrywa się dramat ludzi, których ziemie podlegają kolektywizacji a on sami objęci są wywózkami do łagrów. 
To pierwsza część sagi, czekam na kolejne.

   Powoli dziergam czerwony sweterek, który  kiedyś wyglądał tak (klik). Konieczność przeróbki wymusił mój proces odchudzania. I wiecie co. przyjemniej jest przerabiać większe na mniejsze niż odwrotnie ( co niestety przez wiele lat czyniłam). Idzie mi mozolnie przez te wszystkie moje zdrowotne zawirowania, ale jest już więcej niż mniej. Akurat idzie wiosna, podczas której taki piórkowy sweterek będzie jak znalazł.

czwartek, 23 lutego 2017

Miało być o Sopocie...

   Miała być dalsza relacja z mojego pobytu w Sopocie, a będzie... pewna refleksja. 
Niestety, moje zdrowie zaszwankowało na tyle,że wylądowałam na ostrym dyżurze i w szpitalu. To, co tam zobaczyłam i przeżyłam woła o pomstę do nieba. NIGDY WIĘCEJ!!!. Cały system wymaga uleczenia, natychmiastowego. Pisałam już o tym wcześniej, że nasi lekarze mają kompetencje, chcą leczyć, jednak system, w jakim idzie im pracować, jest niewydolny i absolutnie nie nastawiony na dobro pacjenta. Na szpitalnej izbie przyjęć ze skierowaniem na konkretny oddział spędziłam w trzech (!!!) różnych kolejkach  ponad trzy godziny, później czekanie na konsultację lekarską. Aby dostać się do szpitala trzeba mieć końskie zdrowie. Do tej pory żaden minister nie miał pomysłu na uleczenie służby zdrowia, obecnemu również nie wróżę sukcesów. To trzeba wszystko zburzyć, wyciąć w pień i zacząć od nowa. A najlepiej ... nie chorować. I tego wszystkim oraz  sobie  życzę.

   A jednak coś napiszę o mojej podróży.

Na zdjęciu widać pomnik Jeana George'a Haffnera - założyciela uzdrowiska Sopot. Gdańsk i okolice tak zauroczyły lekarza, że postanowił tu się osiedlić. Ciekawostki o Haffnerze można przeczytać tutaj (klik)
 Znane budowle Sopotu to oczywiście molo, trochę mniejsze znajduje się w Gdyni-Orłowo, zabudowania przed wejściem na molo, Grand Hotel. Na tzw. Monciaku natknąć się można na Krzywy Domek, który trochę przypomina budowle Gaudiego. Jednak inspirowany był rysunkami Jana Marcina Szancera (czy ktoś jeszcze pamięta tego ilustratora dziecięcych książeczek?), został okrzyknięty przez portal Village of Joy najdziwniejszym budynkiem świata. Mieszczą się tu biura, kawiarenka, punkty usługowe, a także "Ściana sławy", na której znajdują się autografy znanych postaci.


    Kolejnym ciekawym miejscem jest Domek Żeromskiego w Gdyni - Orłowo. Pisarz przebywał w tym miejscu od maja do lipca 1920 roku w czasie, gdy rozpoczęła się budowa portu w Gdyni. Tutaj też powstał zamysł "Wiatru od morza". To niewielki domek, w którym znajdują się ciekawe informacje o pisarzu, na piętrze znajdują się różne ekspozycje poświęcone najbliższej okolicy oraz ciekawym ludziom. Na parterze budynku znajduje się klimatyczna kawiarenka, gdzie można napić się pysznej kawy i skosztować dobrych deserów.
   Zdjęcia pokazane obok pochodzą ze stron Panoramio i Tawerna Orłowska.

Molo w Gdyni-Orłowo jest mniejsze od tego w Sopocie, ale rozciąga się z niego piękny widok na wysoki Klif Orłowski.  Widać także dobrze olbrzymi budynek, który za czasów PRL-u musiał być jakimś domem wczasowym. Miejsce jest piękne, widok z okien na pewno też, aż żal, że nic tam się nie dzieje. Aczkolwiek któregoś dnia zobaczyliśmy jakąś ekipę budowlaną, która robiła jakieś pomiary. Może ktoś wykupił to miejsce i będzie starał się je przywrócić do życia.
   Niedaleko swoje ujście do morza ma rzeka Kacza, zaś na pobliskim skwerku przesiaduje postać Antoniego Suchanka znanego malarza marynisty, więcej można o nim poczytać tutaj (klik).

 

Będąc tak blisko mojego corocznego miejsca wypoczynku, nie mogłam go nie odwiedzić.  


Cisza i spokój jakie tu zastałam na na nowo napełniło moje serce tęsknotą, aby osiedlić się tu na emeryturze. Pytanie tylko, czy dożyję tego czasu ;-)

sobota, 18 lutego 2017

Sopot zimą? Czemu nie!

    Pierwszy tydzień ferii minął bardzo szybko. Miłość jaką darzę polskie morze znana jest już czytelnikom mojego bloga, więc nie zdziwi nikogo fakt, że miniony tydzień spędziłam właśnie nad Bałtykiem. 
   Tym razem wybrałam Sopot. To miejsce, które odwiedzałam wiele razy tylko latem. Zimą to miasto ma swój urok. Tradycyjnie podoba mi się bardziej, bo jest mniej ludzi. 
   Naszym miejscem pobytu było sanatorium Kamienny Potok położone pomiędzy molo w Sopocie, a molo w Gdyni - Orłowo.
 Pierwsze dwa dni były typowo zimowe, krajobrazy również.  Nie wiało, więc dosyć przyjemnie spacerowało się z kijkami po plaży. 
   Podczas następnych dni pogoda robiła się coraz bardziej wiosenna, co sprzyjało długim wypadom brzegiem morza.
   Ale mój pobyt, to nie tylko same spacery, to także oglądanie ciekawych miejsc. Ale o tym napiszę w następnym poście.

sobota, 11 lutego 2017

Petrolowy kardigan w nowej odsłonie

   Czy pamiętacie ten kardigan? (klik). Bardzo go lubiłam, był milutki, ciepły, bo wykonany z alpaki DROPSA. Kardigan był lekko rozszerzany (kształt litery A). Jedyną ozdobą były ażurowe warkoczyki. Niestety od jakiegoś czasu leżał w szafie nieużywany, bo zrobił się za duży. W końcu wzięłam się za przeróbkę. 

   Nie sprułam całego swetra, doszłam do pach, bo z tego miejsca wcześniej dobierałam oczka, by poszerzać sweter. Sprułam całą plisę oraz część rękawów ( w poprzedniej wersji też były rozszerzane). Ta wersja to prosty kardigan, którego ozdobą również jest ażurowy warkoczyk. Rękawy wykończone są szerokim ściągaczem, dół swetra także. Całość zapinana na jeden guzik.
    
W poprzedniej wersji wykończenie było zrobione i-cordem.     Sweter nosi się dobrze, bardzo go lubię pasuje do dżinsów, a także do sukienki. Prezentuje się tak.
  
 



  






 Ach, a ten oryginalny naszyjnik ze starego mechanizmu zegarka Wostok wykonała moja siostra.

  A ja już spakowana, jutro wyruszam do Sopotu, aby pooddychać morskim powietrzem i jak mawia mój syn, nawdychać się "jadu". Zaczęłam ferie.

niedziela, 5 lutego 2017

Obejrzane, przeczytane...

Zdjęcie ze spektaklu pochodzi z strony teatru Ateneum
   Któż nie słyszał o sztuce Tennessee Williamsa "Tramwaj zwany pożądaniem"? Któż nie oglądał filmowej adaptacji z Vivien Leigh i Marlonem Brando? W ramach imieninowego prezentu mąż zabrał mnie do teatru Ateneum na tę właśnie sztukę. Ciekawa jej byłam ogromnie, zastanawiałam się, czy współczesna realizacja w reżyserii Bogusława Lindy, bardzo będzie odbiegać od moich wspomnień z poprzednich adaptacji. 
   Nie rozczarowałam się, spektakl poruszył mnie do głębi, a Julia Kijowska, odtwórczyni roli Blanche, była rewelacyjna. Polecam.
 

"Noc Kupały" do druga część książki, o której pisałam tutaj (klik). Poznajemy w niej dalsze losy młodej szeptuchy. Nadal spotyka istoty związane ze słowiańskimi bóstwami,  staje oko w oko ze strzygą, dawną żoną Mieszka. Dziewczyna w końcu odnajduje kwiat paproci. Jak to dalej wpłynie na jej dalsze losy przeczytam w trzeciej części.

 
   O tej książce również pisałam tutaj (klik) . To dalsza część losów trzech sióstr mieszkających w Zmysłowie. Agata odnajduje ojca swojej najmłodszej siostry Tosi. Poznaje losy nieszczęśliwej miłości swojej matki, spotyka jej dawną przyjaciółkę, która nie jest przyjaźnie nastawiona do Agaty. W końcu bohaterka odnajduje testament ojca Tosi. Spokojnej egzystencji zagrażają plany budowy olbrzymiego hotelu z gorącymi źródłami. Na dom i działkę sióstr zakusy ma burmistrzowa, jedna z inwestorek hotelu. 
   Co będzie dalej? Czekam na trzecią część.
   Jakoś modne porobiły się trylogie....
   "Do trzech razy sztuka" Izabelli Frączyk to kolejna książka z serii korporacyjnych opowieści, której bohaterka Anka traci miłość, pracę, znajduje kolejną - w dużej korporacji. Tam zmaga się z gierkami, układami. Poznaje przystojnego Grzegorza, z którym przeżywa różne perypetie. Pomimo różnych komplikacji życiowych dziewczyna wychodzi na prostą i w miłości i w pracy.
 Lekka, łatwa, dla złapania oddechu od poważniejszych spraw.


  Na drutach kolejna przeróbka z rozmiaru większego na mniejszy, już jestem blisko końca. Chciałabym zdążyć przed wyjazdem na ferie. Czasu mało, bo w szkole masa pracy, koniec semestru, teraz podsumowanie półrocznej pracy, więc siedzę zakopana w papierach. A w międzyczasie wybory patrona szkoły, bale karnawałowe, happeningi i to, co na co dzień robi się w szkole. 
   Nie ukrywam, że czekam jak na zmiłowanie na przerwę i na wyjazd. A gdzież ja mogę jechać? Oczywiście nad morze! Tym razem do Sopotu. Relacja fotograficzna na pewno będzie.