Powitanie



Drogi Gościu, witam Cię na moim blogu, cieszę, ze tu jesteś. Będzie mi bardzo przyjemnie, jeśli zostawisz swój ślad w postaci miłego komentarza.

Wzory do pobrania

środa, 23 sierpnia 2017

Bardzo długi post o dalszej przemianie szafek kuchennych i nie tylko

    Pokazywałam w jednym z ostatnich postów kuchenne szafki w moim letnim domku. Meble liczące sporo lat, pamiętające PRL "wpadły" pod mój pędzel i zmieniły swe oblicze. Wyglądały tak.


 








Jak widać, nie były z jednego kompletu. Niektóre z nich już były przemalowywane. Jednak i ten lifting już się zużył. Wzięłam się do dzieła. Zaplanowałam kolorystykę, zakupiłam potrzebne materiały i narzędzia, przywiozłam wszystko nad morze i zabrałam się do pracy. Na pierwszy rzut poszły szafki wiszące, następnie blat oraz szafki stojące. Po moich poczynaniach w ciągu pięciu dni szafki zmieniły swój wygląd.


 Jak widać na zdjęciu obok, nie wszystkim szafkom dałam radę podczas mojego tygodniowego pobytu w lipcu. Ale nic to, miałam w planach kolejny, już dłuższy - trzytygodniowy pobyt.
   Gdy znowu dotarłam na miejsce, zakasałam rękawy i wzięłam się do pracy. Najpierw zajęłam się mniejszą szafką stojącą pod schodami, a następnie tą przy drzwiach wejściowych. Postanowiłam nie przemalowywać drewnianego blatu, zeszlifowałam starą warstwę lakieru i pomalowałam na nowo. Szafeczki mają ten sam motyw, co pozostałe. Prezentują się tak.

 
  Cały aneks  pojaśniał. Kącik kuchenny jest dosyć ciemny, bez dziennego oświetlenia, więc szafki w tej szacie kolorystycznej mocno go rozjaśniają.

 Wymieniłam wszystkie uchwyty, mąż zajął się wyregulowaniem zawiasów i kuchnia jak nowa. Szafki malowałam dwoma kolorami farby kredowej Annie Sloan Old White i Paris Grey, zaś powierzchnie utwardzałam satynowym lakierem bezbarwnym do mebli i boazerii eco protect firmy V33.

    Dwie szafki na trzy tygodnie było mi za mało, wzięłam się za kolejny, bardzo wiekowy mebelek. To ława z lat 70-tych ubiegłego wieku ( rany, jak to brzmi!). Prezentowała się tak.


   Powierzchnia ławy pokryta była politurą na wysoki połysk, niestety dosyć mocno sfatygowaną. Postanowiłam ją zeszlifować, choć wiedziałam, że nie będzie to łatwe zadanie. I nie było. Politurę ściąga się specjalnymi preparatami, moja mała szlifiereczka nie dała jaj rady. Podczas pracy powierzchnia popękała jak potłuczone na drobno szkło. Stwierdziłam, że tak to zostawię. 
Pomalowałam blat na szaro trzema warstwami. Powstała ciekawa faktura. Następnie nałożyłam motyw kwiatów za pomocą szarosrebrnej farby w spray. Ponieważ farba ma metaliczny połysk, spękania politury wyglądają jak potłuczone szkło. Brzegi ławy również wysprayowałam, przez co na nóżkach powstał niezamierzony, ale dosyć ciekawy efekt ombre.
Oto ława w nowej odsłonie.



No cóż, taką ławę w jeden dzień się przemalowywuje. Co więc robić dalej?

   Mój mąż nie mógł znieść dłużej mojej nadaktywności malarskiej i pod pretekstem postawienia nowego domku narzędziowego namówił mnie do pomocy. 


  Oj, nie skończyło się to dla mnie dobrze. Nawet dachu nie zmontowaliśmy, a już mnie zamknął, by mieć trochę spokoju!


Po jakimś czasie jednak stwierdził, że bez mojej pomocy nie da sobie rady, więc mnie uwolnił. Domek po zmontowaniu oczywiście trzeba było pomalować (zgadnijcie, kto to zrobił). Wyszedł śliczny, zgrabny, a przede wszystkim jest bardzo przydatny. Wnętrza urządziłam elegancko. Są półeczki na różne narzędzia, uchwyty do wieszania grabi,łopat itp., znalazło się miejsce na rower i kosiarkę oraz wiele innych rzeczy potrzebnych do pracy w ogrodzie. Nawet firaneczki są w oknach! Oczywiście malowane.
Brakuje mi tylko pod oknem małej skrzyneczki z kwiatami.
Jeden z wujków, gdy zobaczył moje dokonania malarskie, a szczególnie wzory na szafkach, stwierdził, że jestem prawdziwą artystką. Jest chyba święcie przekonany, że malowałam to pędzelkiem.
Prawda jest taka, że jako szablonu użyłam starej firanki i farby w sprayu. Ot, i cała tajemnica  mojego "artyzmu".
   

   Ufff, po tylu dokonaniach nareszcie można było poplażować i korzystać z pięknej pogody. Na szczęście ominęły mnie upały, które w czasie mojego pobytu nad morzem panowały w Warszawie. Delektowałam się słońcem, temperaturą ok. 24 stopni i delikatną (czasem mocniejszą) bryzą morską. Tylko noc z piątku  na sobotę 12/13 sierpnia była trudna. Tak jak w wielu regionach Polski.
   Na plaży powstawała zwiewna chusta, dokończyłam sweter, zaczęłam i prawie skończyłam kolejny.
Ale o tym w następnym, już pewnie  nie tak długim, poście.
 A na koniec nowa wersja przeboju Despacito. Mnie bardzo się podoba, a Wam?



wtorek, 22 sierpnia 2017

Rozdawajka szósta - wyniki

    Z dwudniowym opóźnieniem, za co przepraszam, ogłaszam wyniki rozdawajki szóstej.
Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w zabawie oraz za miłe komentarze. 
   Czasem wydaje mi się, że ciut "wypaliła się" formuła mojego bloga, że nie jest interesujący i że powinnam coś zmienić. Myślę, że to w końcu nastąpi, gdy uporam się z nowymi życiowymi wyzwaniami.
 Ale póki co nie przedłużam oczekiwania na wyniki rozdawajki.
Uczestników prosiłam o odpowiedź na pytanie:
Jak nazywa się muzyk, który stał się moją muzyczną fascynacją i na koncert którego zabrał mnie mąż w prezencie urodzinowym?

To oczywiście David Garrett.
Maszyna losująca gotowa...
                                                       ...sierotka sięga po szczęśliwy los...





.....jest!
...szczęśliwy los należy do...
                        







Gratuluję zwyciężczyni (tu znajdziecie  bloga Ani - klik), do której wędruje ta chusta (klik).

 Już niedługo 15września ukaże się nowy album Davida Garretta. Już nie mogę się doczekać...
A to mała zapowiedź...

Wczoraj wróciłam z urlopu z mojego wakacyjnego domku. Relacja o tym, co tam "zmalowałam"  ukaże się wkrótce. A zmalowałam sporo...

 

czwartek, 27 lipca 2017

Szara " Bałtycka bryza"

Skończyłam kolejny już szal "Bałtycka bryza". Wykonany z mieszanki bawełny z czymś tam ( z metki nie dowiedziałam się z czym, bo jakaś dziwna ta metka była). Jednak dzianina jest miła w dotyku, dobrze się blokuje. To taki typowo letni, zwiewny szal. Prezentuje się tak.








  Dzisiaj jest piękna pogoda sprzyjająca sesji fotograficznej w ogrodzie. Margolka zadowolona, że mogła złapać trochę promieni słonecznych.













Na drutach kolejna chusta z tej samej włóczki, mam wenę, wymyśliłam coś nowego (tak działają na mnie wakacje). Niestety nie zdążę jej dokończyć przed moim kolejnym wyjazdem nad morze. Zapewne będę ją dalej dziergać podczas podróży.
 W zasadzie główną część chusty mam, został tylko border. Na razie wygląda to tak. 





   Jak widzicie znowu wykorzystuję motyw ażurowych warkoczyków. Ciekawa byłam, jak będzie wyglądał na chuście w kształcie półksiężyca. Mam nadzieję, że efekt końcowy mnie nie rozczaruje.



 
 "Cały ten Kutz. Biografia niepokorna" Aleksandry Klich to rzecz o reżyserze Kazimierzu Kutzu. Poznajemy jego życie z relacji kolegów, znajomych, współpracowników, członków rodziny oraz wypowiedzi samego Kazimierza Kutza. 
   To opowieść o trudnej miłości do rodzinnego Śląska, o korzeniach i wartościach, które bohater wyniósł z rodzinnego domu, o trudnych wyborach i niepokornym charakterze, zawiedzionych miłościach i nadziejach.
   Warto przeczytać tę książkę.
   

poniedziałek, 24 lipca 2017

Chusta liściasta

   Dawno nie dziergałam tym wzorem. Jest bardzo wdzięczny i dobrze wygląda. Liściasta chusta powstała bardzo szybko, wykonana z włóczki Unisono. To przeróbka sweterka, który kiedyś wydziergałam jako jeden z pierwszych robionych od góry i bez zszywania. Od tego czasu wiele się nauczyłam. 
    Wełenka, pomimo użytkowania w dzianinie i późniejszego prucia, jest sprężysta i nadal bardzo miła w dotyku.

 

I tak z jednego sweterka powstały dwie różne chusty.


niedziela, 23 lipca 2017

Trzecie życie kuchennych szafek

    Ostatni tydzień spędziłam w moim, od 16 lat, wakacyjnym miejscu. To tam ładuję akumulatory na zimowe miesiące. W tym roku, tak się złożyło, byłam tam już dwa razy, zaś tradycyjnie w sierpniu, spędzę w nim więcej czasu. Tydzień minął szybko, pogoda dopisała, chociaż plażowałam niewiele. Celem tego wyjazdu było odnowienie szafek kuchennych, które otrzymały swoje trzecie życie. Pierwsze, prawie 40 lat temu - w moim rodzinnym domu, drugie, gdy powstał wakacyjny domek nad morzem, trzecie życie i nowy wygląd otrzymały w ubiegłym tygodniu. Pracy było sporo. Szafki mocno sfatygowane, tu i ówdzie poobijane i przemalowywane kilkakrotnie na różne kolory musiałam mocno przeszlifować (dobrze, że mam właściwy sprzęt i nie musiałam tego robić ręcznie). Następnie pomalowałam farbą kredową Old White i Paris Grey oczywiście Annie Sloan. W sumie zużyłam niewiele ponad litr. Kładłam trzy warstwy. Część szafek zawoskowałam, część polakierowałam (miejsca intensywnie użytkowane np. blaty, czy narażone na kontakt z wodą). Część ozdobiłam za pomocą farby w sprayu i starej firanki, wymieniłam uchwyty. Mąż zajął się wyregulowaniem i konserwacją wiekowych już zawiasów.  
Tak było przed......
A tak jest po...




   Górne szafki malowałam białą farbą, motyw farbą szarosrebrną. Zaś dolne szafki (poza jedną) pomalowałam na szaro. Motyw jest na tych drzwiczkach, które były najbardziej zniszczone (funkcja maskująca).
   Aneks kuchenny zyskał nowy wygląd i mam nadzieję, że szafki jeszcze nam długo posłużą.


 

 Na następny wyjazd już mam kolejne plany na malowanie, zostały dwie szafki należące do kuchennego kompletu oraz równie wiekowe szafeczki na ubrania w pokojach.
Będę miała co robić...
   Nie ukrywam, że nie mogę się doczekać i nie sądziłam, że te "malowanki" będę sprawiały mi taką radość.

   Nad morzem powstawał też szal "Bałtycka bryza" z szarej bawełny z czymś. Zdjęcia będą, gdy szal zblokuję.



Przypominam o rozdawajce (klik).

piątek, 14 lipca 2017

Rozdawajka szósta

Sześć lat blogowania. 
To szmat czasu. Wydarzyło się wiele w moim życiu i prywatnym i zawodowym. Poznałam mnóstwo ciekawych osób mających tę samą pasję. Odkryłam kolejne hobby, zdobyłam wiele nowych dziewiarskich umiejętności. Dziękuję tym wszystkim, którzy tutaj zaglądają, zostawiają komentarze oraz są mi życzliwi.
   Jak zwykle z tej okazji ogłaszam rocznicową - szóstą - rozdawajkę, której przedmiotem jest ta chusta (klik), którą prezentuję poniżej. To tercetowa wariacja wydziergana z cieniutkiej niteczki Merinos Fine ISPE.



Zasady rozdawajki:
- rozreklamować rozdawajkę na swoim blogu lub na facebooku wklejając banerek i podlinkować do mojej strony (po prawej),
- zostać obserwatorem mojego bloga (nie jest to warunek konieczny, aczkolwiek miło by mi było),
- odpowiedzieć na pytanie dotyczące treści mojego bloga (poniżej) i przesłać odpowiedź na e-mail   gosio67@gmail.com do 20 sierpnia. 

Pytanie brzmi:

 - Jak nazywa się muzyk, który stał się moją muzyczną fascynacją i na koncert którego zabrał mnie mąż w prezencie urodzinowym?

czwartek, 13 lipca 2017

W moim ogrodzie...

"W moim ogrodzie, gdzie czas leniwy,
 powolną strugą płynął wytrwale..."
                     (Daab)
    Za oknem szaruga typowo jesienna,  wieje, deszcz zacina, niebo zasnute ołowianymi chmurami. Dlatego postanowiłam rozjaśnić ten dzień i zabrać Was na spacer po moim niedużym ogrodzie, w którym lubię spędzać czas z filiżanką kawy, dobrą książką bądź robótką, gdzie spotykam się z rodziną, gdzie w ciszy wieczoru razem z mężem rozmawiamy o codziennych sprawach dużych i małych, gdzie po prostu delektujemy się otaczającą na przyrodą. 











   Z drutów zeszła "liściasta chusta" z drugiej części wełenki Unisono ze sprutego sweterka, blokuje się. Zaś na tapecie mam szal "Bałtycka bryza" (wzór bezpłatny do pobrania tutaj - klik), który wymyśliłam patrząc za morskie fale. Szal powstaje z niezidentyfikowanej włóczki tureckiej o nazwie Kotonax (jakaś mieszanka bawełny z czymś, nigdzie nie mogę znaleźć informacji z czym). Kupiłam dwa motki w pasmanterii za grosze. Kolor jasnoszary, delikatna w dotyku, ciekawa jestem, jak się będzie blokować.