Powitanie



Drogi Gościu, witam Cię na moim blogu, cieszę, ze tu jesteś. Będzie mi bardzo przyjemnie, jeśli zostawisz swój ślad w postaci miłego komentarza.

Wzory do pobrania

czwartek, 27 lipca 2017

Szara " Bałtycka bryza"

Skończyłam kolejny już szal "Bałtycka bryza". Wykonany z mieszanki bawełny z czymś tam ( z metki nie dowiedziałam się z czym, bo jakaś dziwna ta metka była). Jednak dzianina jest miła w dotyku, dobrze się blokuje. To taki typowo letni, zwiewny szal. Prezentuje się tak.








  Dzisiaj jest piękna pogoda sprzyjająca sesji fotograficznej w ogrodzie. Margolka zadowolona, że mogła złapać trochę promieni słonecznych.













Na drutach kolejna chusta z tej samej włóczki, mam wenę, wymyśliłam coś nowego (tak działają na mnie wakacje). Niestety nie zdążę jej dokończyć przed moim kolejnym wyjazdem nad morze. Zapewne będę ją dalej dziergać podczas podróży.
 W zasadzie główną część chusty mam, został tylko border. Na razie wygląda to tak. 





   Jak widzicie znowu wykorzystuję motyw ażurowych warkoczyków. Ciekawa byłam, jak będzie wyglądał na chuście w kształcie półksiężyca. Mam nadzieję, że efekt końcowy mnie nie rozczaruje.



 
 "Cały ten Kutz. Biografia niepokorna" Aleksandry Klich to rzecz o reżyserze Kazimierzu Kutzu. Poznajemy jego życie z relacji kolegów, znajomych, współpracowników, członków rodziny oraz wypowiedzi samego Kazimierza Kutza. 
   To opowieść o trudnej miłości do rodzinnego Śląska, o korzeniach i wartościach, które bohater wyniósł z rodzinnego domu, o trudnych wyborach i niepokornym charakterze, zawiedzionych miłościach i nadziejach.
   Warto przeczytać tę książkę.
   

poniedziałek, 24 lipca 2017

Chusta liściasta

   Dawno nie dziergałam tym wzorem. Jest bardzo wdzięczny i dobrze wygląda. Liściasta chusta powstała bardzo szybko, wykonana z włóczki Unisono. To przeróbka sweterka, który kiedyś wydziergałam jako jeden z pierwszych robionych od góry i bez zszywania. Od tego czasu wiele się nauczyłam. 
    Wełenka, pomimo użytkowania w dzianinie i późniejszego prucia, jest sprężysta i nadal bardzo miła w dotyku.

 

I tak z jednego sweterka powstały dwie różne chusty.


niedziela, 23 lipca 2017

Trzecie życie kuchennych szafek

    Ostatni tydzień spędziłam w moim, od 16 lat, wakacyjnym miejscu. To tam ładuję akumulatory na zimowe miesiące. W tym roku, tak się złożyło, byłam tam już dwa razy, zaś tradycyjnie w sierpniu, spędzę w nim więcej czasu. Tydzień minął szybko, pogoda dopisała, chociaż plażowałam niewiele. Celem tego wyjazdu było odnowienie szafek kuchennych, które otrzymały swoje trzecie życie. Pierwsze, prawie 40 lat temu - w moim rodzinnym domu, drugie, gdy powstał wakacyjny domek nad morzem, trzecie życie i nowy wygląd otrzymały w ubiegłym tygodniu. Pracy było sporo. Szafki mocno sfatygowane, tu i ówdzie poobijane i przemalowywane kilkakrotnie na różne kolory musiałam mocno przeszlifować (dobrze, że mam właściwy sprzęt i nie musiałam tego robić ręcznie). Następnie pomalowałam farbą kredową Old White i Paris Grey oczywiście Annie Sloan. W sumie zużyłam niewiele ponad litr. Kładłam trzy warstwy. Część szafek zawoskowałam, część polakierowałam (miejsca intensywnie użytkowane np. blaty, czy narażone na kontakt z wodą). Część ozdobiłam za pomocą farby w sprayu i starej firanki, wymieniłam uchwyty. Mąż zajął się wyregulowaniem i konserwacją wiekowych już zawiasów.  
Tak było przed......
A tak jest po...




   Górne szafki malowałam białą farbą, motyw farbą szarosrebrną. Zaś dolne szafki (poza jedną) pomalowałam na szaro. Motyw jest na tych drzwiczkach, które były najbardziej zniszczone (funkcja maskująca).
   Aneks kuchenny zyskał nowy wygląd i mam nadzieję, że szafki jeszcze nam długo posłużą.


 

 Na następny wyjazd już mam kolejne plany na malowanie, zostały dwie szafki należące do kuchennego kompletu oraz równie wiekowe szafeczki na ubrania w pokojach.
Będę miała co robić...
   Nie ukrywam, że nie mogę się doczekać i nie sądziłam, że te "malowanki" będę sprawiały mi taką radość.

   Nad morzem powstawał też szal "Bałtycka bryza" z szarej bawełny z czymś. Zdjęcia będą, gdy szal zblokuję.



Przypominam o rozdawajce (klik).

piątek, 14 lipca 2017

Rozdawajka szósta

Sześć lat blogowania. 
To szmat czasu. Wydarzyło się wiele w moim życiu i prywatnym i zawodowym. Poznałam mnóstwo ciekawych osób mających tę samą pasję. Odkryłam kolejne hobby, zdobyłam wiele nowych dziewiarskich umiejętności. Dziękuję tym wszystkim, którzy tutaj zaglądają, zostawiają komentarze oraz są mi życzliwi.
   Jak zwykle z tej okazji ogłaszam rocznicową - szóstą - rozdawajkę, której przedmiotem jest ta chusta (klik), którą prezentuję poniżej. To tercetowa wariacja wydziergana z cieniutkiej niteczki Merinos Fine ISPE.



Zasady rozdawajki:
- rozreklamować rozdawajkę na swoim blogu lub na facebooku wklejając banerek i podlinkować do mojej strony (po prawej),
- zostać obserwatorem mojego bloga (nie jest to warunek konieczny, aczkolwiek miło by mi było),
- odpowiedzieć na pytanie dotyczące treści mojego bloga (poniżej) i przesłać odpowiedź na e-mail   gosio67@gmail.com do 20 sierpnia. 

Pytanie brzmi:

 - Jak nazywa się muzyk, który stał się moją muzyczną fascynacją i na koncert którego zabrał mnie mąż w prezencie urodzinowym?

czwartek, 13 lipca 2017

W moim ogrodzie...

"W moim ogrodzie, gdzie czas leniwy,
 powolną strugą płynął wytrwale..."
                     (Daab)
    Za oknem szaruga typowo jesienna,  wieje, deszcz zacina, niebo zasnute ołowianymi chmurami. Dlatego postanowiłam rozjaśnić ten dzień i zabrać Was na spacer po moim niedużym ogrodzie, w którym lubię spędzać czas z filiżanką kawy, dobrą książką bądź robótką, gdzie spotykam się z rodziną, gdzie w ciszy wieczoru razem z mężem rozmawiamy o codziennych sprawach dużych i małych, gdzie po prostu delektujemy się otaczającą na przyrodą. 











   Z drutów zeszła "liściasta chusta" z drugiej części wełenki Unisono ze sprutego sweterka, blokuje się. Zaś na tapecie mam szal "Bałtycka bryza" (wzór bezpłatny do pobrania tutaj - klik), który wymyśliłam patrząc za morskie fale. Szal powstaje z niezidentyfikowanej włóczki tureckiej o nazwie Kotonax (jakaś mieszanka bawełny z czymś, nigdzie nie mogę znaleźć informacji z czym). Kupiłam dwa motki w pasmanterii za grosze. Kolor jasnoszary, delikatna w dotyku, ciekawa jestem, jak się będzie blokować.
 

środa, 12 lipca 2017

Tercet ... po raz kolejny i przeczytane

   Jak w tytule, po raz kolejny prezentuję chustę według własnego pomysłu. Tercet - może do znudzenia, ale jak pisałam wcześniej, są takie motywy, wzory, które uparcie się mnie trzymają, bądź często wracają. To tak jak z melodią, która gdy się "przyczepi" siedzi nam w głowie dłuższy czas. Czy macie tak?
  Oto chusta. Wykonana z wełny merino supewash, mięciutkiej i milutkiej w dotyku. Może pamiętacie ten sweterek? (klik), teraz zamienił się w tę chustę, zaś druga jest jeszcze w trakcie roboty.  








 "Chórzystki" Jennifer Ryan to opowieść o kobietach, które zostały same, Ich mężowie, synowie walczą na frontach II wojny światowej. Niektóre z nich tracą bliskich i nie mogą poradzić sobie z rozpaczą. W sukurs im idzie nauczycielka muzyki Primrose Trent, która reaktywuje chór w Chilbury. Działalność chóru pomaga kobietom przejść trudny czas, gdyż wspólny śpiew daje im siłę.
Poznajemy mieszkanki małej miejscowości, piękną Venetię Winthrop i jej siostrę Kitty, utalentowaną sopranistkę. Spotykamy pielęgniarkę panią Tilling, której syn walczy we Francji oraz gotową na wszystko i działającą bez skrupułów akuszerkę Edwinę Paltry.
Ciekawa książka, polecam.



piątek, 7 lipca 2017

Przeczytane..cd


  "Od dłuższego czasu zadaję sobie pytanie: dokąd zmierzasz, Polsko? Ta książka zrodziła się z mojej niezgody na to, co się dzieje wokół mnie, i przekonania, że nie można milczeć"- Maria Nurowska.
   W "Dziesięciu godzinach" autorka daje wyraz swojemu niepokojowi. Nie akceptuje tego, co obecna partia rządząca robi z naszym krajem. 
   W tle rozgrywa się prywatne życie pani sędzi, która ma zadecydować o losach solidarnościowego działacza Józefa Piniora. W akcję mieszają się bohaterowie "Mistrza i Małgorzaty" M. Bułhakowa. 
   Całość zaskakująca, lecz przeczytałam jednym tchem. Czasem żałuję, że wielu spraw politycznych nie da się rozwiązać tak, jak to nastąpiło w książce (wysyłka prokuratora Piotrowicza na Syberię). 

czwartek, 6 lipca 2017

Przeczytane...

   Nadal czytam jak szalona. Wczoraj późnym popołudniem zaczęłam kolejną część z trylogii Katarzyny Michalak "Czerwień jarzębin". To dalsze losy trzech przyjaciółek i trzech braci Prado.  I znowu są emocje, łzy oraz tragiczne zwroty akcji. Poszłam spać, gdy skończyłam książkę, bo jak wszystkie powieści tej autorki, czyta się szybko. Na trzecią część muszę poczekać, w mojej bibliotece ustawiła się po nią kolejka.

   A dzisiaj przeczytałam ciekawą opowieść Felicji Konarskiej o jej rodzinie ze strony matki i ze strony ojca.  Przeczytałam z dużym zainteresowaniem, gdyż autorka nawiązuje znowu do czasów dzieciństwa spędzonych na Wołyniu. Pisałam o jej wcześniejszych książkach "Liście na wietrze" i "Wołyń - moja tęsknota i inne miniaturki". Cieszę się, że po raz kolejny mogłam sięgnąć po książkę pani Felicji. Tym bardziej, że mieszkamy niedaleko siebie.


środa, 5 lipca 2017

Nareszcie mam wakacje!!!

   Jak w tytule, od wczoraj mam wakacje. Długo trwało zamykanie spraw minionego roku szkolnego, a i przygotowania do następnego zostały poczynione. To nie znaczy, że w sierpniu i we wrześniu będzie mniej pracy. Ach, ta "deforma"...
   Jak zwykle  pierwsze dni namiętnie czytam, by oderwać się całkowicie od szkoły. Zdążyłam wczoraj również przemalować co nieco. Ale najpierw o lekturach.

    "Armandale" Wilkie Collinsa to typowa XIX-wieczna powieść, w której intryga snuje się powoli. Akcja zaczyna się w niemieckim kurorcie, do którego przybywa ciężko chory Anglik ze swoją żona i małym synkiem. Gdy okazuje się, że lada chwila jego życie się skończy postanawia na łożu śmierci napisać list do syna, w którym opowie burzliwą historię swojego życia oraz o popełnionej zbrodni. W liście zawiera przestrogę dla syna, by unikał swojego imiennika Allana Armandale. Wiele lat później dwaj Allanowie Armandale spotykają się, stają się przyjaciółmi, jednak różne zbiegi okoliczności intrygi powodują, że fatum krąży nad ich przyjaźnią. 
   Książkę czyta się niełatwo, styl i XIX-wieczny język tego nie ułatwiają. Jednak gdy zagłębimy się w treść, porwie nie wiadomo kiedy.

    "Absurdy i kurioza przedwojennej Polski to ciekawa opowieść Remigiusz Piotrowskiego o tym, co zdumiewa nas w 20-leciu międzywojennym.  W oparciu o artykuły z przedwojennej prasy,dzienników i wspomnień autor przedstawił najbardziej zaskakujące sytuacje. Pisze o samobójcy, który wielokrotnie i na różne sposoby próbował odebrać sobie życie i nijak mu to nie wychodziło, o aferze robakowej w warszawskich lokalach, o tym ile kosztowało zaaranżowanie małżeństwa z panną przy kości a ile ze szczupłą. 
Ze swadą i humorem autor opowiada o społeczeństwie i przedwojennej Polsce. Polecam.
 Od dawna wiedziałam, ze Mariusz Szczygieł, autor książki "Zrób sobie raj", jest zapalonych czechofilem. To kolejna książka, w której autor przybliża nam Czechów, ich podejście do wiary i Boga, obrządków związanych z pochówkiem, podejściem do trudnych spraw. Czasem są to smutne spostrzeżenia, czasem śmieszne. Zadziwiło mnie to, że Czesi nie znoszą patosu i heroizmu. Nie rozumieją, dlaczego Polacy tak celebrują wszelkie tragedie narodowe. Z drugiej strony ich bardzo pragmatyczne podejście do życia jest pewnego rodzaju sposobem na radzenie sobie z traumami. Nie interesowałam się wcześniej historią Czech, nie miałam świadomości, że gdy my w latach 70-tych ubiegłego stulecia za sprawą E. Gierka mieliśmy namiastkę dobrobytu, Czesi zmagali się z neostalinizmem w jego najgorszej postaci. Myślę, że nie jest to ostatnia książka M. Szczygła, którą przeczytałam.

   "Leśna polana" Katarzyny Michalak to książka, którą "połknęłam" w pół dnia pomiędzy malowaniem drzwiczek łazienkowych szafek. Trzy przyjaciółki, które zetknęły się w ośrodku leczenia nerwic, każda ze swoją historią, związały się ze sobą na dobre i na złe. Na ich drodze stają trzej bracia, których historia jest równie dramatyczna. Na los mężczyzn i jednej z przyjaciółek ma wpływ ta sama osoba, to  sadystyczny ojczym i ubecki oprawca ojca Gabrysi. Wcześniej czytałam już książki K. Michalak, były to typowe wakacyjne lektury. I tu zaczyna się podobnie, jednak w pewnym momencie historii autorka zaskakuje nas opisem brutalnych tortur więźniów politycznych w latach stalinizmu. Nie ukrywam, że czytałam ze ściśniętym sercem opisy, któe autorka oparła na autentycznych dokumentach z tamtych lat.
Już zaczynam drugą część trylogii...
jak już wyżej wspomniałam, tylko zaczęłam wakacje i już przemalowałam szafki, tym razem w łazience.

Wyglądały tak...


 A teraz prezentują się tak...

      
Drzwiczki pomalowałam, a jakżeby inaczej, farbą kredową - rozbieloną szarością. Do tego pasują dwa wiklinowe kosze z kwiatami, które zdobią moją łazienkę. I to wszystko, co mogłam w domu przemalować bez większych awantur. Ale mam plan, gdzie będę dalej uskuteczniać moje "malowanki" ale na razie cicho sza...
   Na druty wrzuciłam pozostałości silkystone ROWAN , które zostały mi z tego swetra (klik), wymyśliłam całkiem fajny fason. Mam jednak problem, włóczki za mało ( ze 3 motki), a nie mam za bardzo gdzie dokupić. Kiedyś kupowałam w naszych sklepach internetowych, teraz przeszukałam ich zasoby i nigdzie nie ma. I nie wiem, co zrobić...

wtorek, 20 czerwca 2017

Kolejna przeróbka zakończona!

   Z pięknej mieszanki wełny i jedwabiu wygranej niegdyś w rozdawajce u Pimposhki (zakupionej U Chmurki) najpierw powstał ten top (klik).
  Obecnie top wisiałby na mnie, więc po raz kolejny wzięłam się za przeróbki. Powstała letnia bluzeczka, z tym samym motywem, który wykorzystałam w topie. I znowu oparłam się na V-line, by ładnie wymodelować dekolt z przodu i z tyłu. Później jednak "wyrównałam" linię bluzeczki za pomocą rzędów skróconych i dziergałam do końca na okrągło. Dół i rękawki wykończyłam naprzemiennie: czterema rzędami oczek lewych, czterema rzędami oczek prawych, tak dwa razy, a na koniec 8 rzędów ściegiem francuskim. 
   Bluzeczka już przetestowana, nosi się świetnie, nawet w duże upały, wszak to cieniusieńka wełenka z jedwabiem. Dziergałam na drutach 2,5. 
Bluzeczka prezentuje się tak.






 Aparat dzisiaj nie chciał ze mną współpracować i na ludziu zdjęcia nie wychodziły, dlatego to Margolka prezentuje bluzeczkę. Chociaż detale jakoś wyszły, bo twarzy nie pokazywałam ;-)



 






Obok rozrysowałam, w jaki sposób modelowałam bluzeczkę.
   Dzięki temu, że na weekend czerwcowy wyjechałam nad morze skończyłam ten udzierg. 450 km w jedną stronę i w niedzielę dłuuuuuuuuuugi powrót spowodowały, że dzisiaj po raz pierwszy mogłam zaprezentować się w bluzeczce w pracy. Inaczej dziergałabym i dziergała....
   W szkole urwanie głowy, drukowanie świadectw, zapytania do ministerstwa o wzór promocyjny świadectwa z klasy szóstej do siódmej (pani minister zapomniała w styczniowym rozporządzeniu określić wzór nowego świadectwa dla szóstoklasistów, którzy w tym roku nie otrzymają świadectwa ukończenia szkoły podstawowej, bo zostali "zreformowani"). 
   Nie ukrywam, że mam satysfakcję, że dopiero po mojej interwencji wydano kolejne rozporządzenie o drukach szkolnych, w którym już określono wzór świadectwa dla szóstoklasistów. Niestety, w przyszłym roku chyba też będę musiała monitować, bo nadal nie ma wzoru świadectwa promocyjnego dla siódmoklasistów (a można było to zrobić za jednym zamachem w majowym rozporządzeniu). Ech, "dobra zmiana"...
  Przede mną analiza wszystkich sprawozdań nauczycielskich do rady podsumowującej  cały rok pracy szkoły. A potem jeszcze jzasiadam w komisjach do postępowania kwalifikacyjnego dla nauczycieli stażystów ( w tym roku mamy 20-tu, godzina zegarowa na jednego), więc kilka dni się zejdzie.
     Dobrze, że udało mi się chwilę odsapnąć w moim ukochanym miejscu te kilka chwil weekendu czerwcowego i mogłam podziwiać takie widoki...