Powitanie



Drogi Gościu, witam Cię na moim blogu, cieszę, ze tu jesteś. Będzie mi bardzo przyjemnie, jeśli zostawisz swój ślad w postaci miłego komentarza.

Wzory do pobrania

niedziela, 23 kwietnia 2017

Odkrycie muzyczne - kolejne...

   Internet jest dla mnie źródłem wielu inspiracji, nie tylko tych związanych z moją dziewiarską pasją. To dzięki Internetowi odkryłam Davida Garretta, a także 2CELLOS czy Pentatonix. Tym razem moim odkryciem, muzycznym oczywiście, jest Luc Arbogast. Jego głos bardzo kontrastuje z wyglądem. Muzyk ten specjalizuje się w wykonaniach muzyki średniowiecznej. Wziął udział we francuskiej edycji The Voice (klik).   Warto obejrzeć, miny jurorów są bezcenne. Mnie bardzo przypadła do serca wersja melodii z filmu "Gra o tron", bardziej podoba mi się niż oryginalny soundtrack.

 

   Nie ukrywam, że równie chętnie posłuchałabym na żywo i tej wersji (klik). 2CELLOS przyjeżdżają do Polski 20 listopada na koncert do Warszawy.  Biletów już prawie nie ma. 

czwartek, 20 kwietnia 2017

Szary jedwabny melanż v.3

   Skończyłam i jestem zadowolona, sweterek sprawdza się w noszeniu. Ta wersja mnie usatysfakcjonowała. Włóczka , pomimo dwukrotnego prucia zniosła te manewry bardzo dobrze. 
W końcu to jedwabie (Lace i Kid Silk), chociaż z moherem. I jak mówią - do trzech razy sztuka - mnie ta sztuka udała się właśnie w wersji trzeciej. Oczywiście motyw ażuru pozostał, tylko w innym miejscu.  Metoda dziergania od góry, z tym, że zaczęłam od plisy, z której później nabrałam oczka. Całość prezentuje się tak.

 









 

wtorek, 18 kwietnia 2017

Przeczytane...

   Święta, święta i p świętach... Jak zwykle ten czas spędziłam w gronie rodziny. Jeszcze przed świętami przeczytałam kilka interesujących książek.

Pierwsza z nich to "Liliowe dziewczyny" Marthy Hall Kelly. W tej opowieści łączą się losy trzech kobiet Caroline Ferriday, Kasi Kuśmierczyk i Herty Obertheuser. Pierwsza z nich to Amerykanka współpracująca z francuskim konsulem w Nowym Jorku, druga to Polka zaangażowana w działania na rzecz podziemia w okupowanej Polsce, trzecia to młoda, ambitna lekarka, która trafia do obozu w Ravensbrük. Ta tam stykają się losy Kasi - więźniarki poddawanej eksperymentom medycznym i Herty - lekarki, która jest jednym z lekarzy przeprowadzającym te eksperymenty. Po wojnie Kasia, dzięki działalności Caroline trafia do Stanów Zjednoczonych, gdzie tamtejsi lekarze operują dziewczynę, by "naprawić: szkody wyrządzone w obozie koncentracyjnym. Kasia i Herta spotkają się jeszcze raz. Książka dojmująca, częściowo oparta na faktach, gorąco polecam.
 Jakoś tak mi się zdarza, że w moje ręce trafiają książki "seriami". Tym razem serią jest tematyka poruszana w nich. "Łzy księżniczki" Jean Sasson, amerykańskiej dziennikarki, to kolejna opowieść o kobietach żyjących w krajach muzułmańskich. Tym razem jest to opowieść bogatej księżniczki należącej do panującego rodu Saudów w Arabii Saudyjskiej.  To postać autentyczna, żyjąca współcześnie, bardzo zaangażowana w działania mające na celu zmianę statusu kobiet w jej kraju. Księżniczka dzieli się z nami tragicznymi historiami kobiet,które spotkała i którym nie zawsze była w stanie pomóc. Pamiętam pierwszą książkę "Księżniczka", którą Jean Sasson napisała o saudyjskich kobietach, w Polsce ukazała się ona na początku lat 90-tych. Bardzo mną wstrząsnęła. Od tego czasu ukazało się wiele publikacji na ten temat.

 "Nieobecna" Agnieszki Olejnik to opowieść o dwóch siostrach bliźniaczkach, które bardzo różnią się od siebie podejściem do życia. Jedna z nich to mężatka, żyjąca zasobnie w pięknym domu z mężem i synkiem, druga to beznadziejnie zakochana singielka. Siostry często zamieniają się rolami. Dla jednej z nich skończy się to tragicznie - zostanie zamordowana razem ze swoim kochankiem. To historia z wątkiem kryminalnym, ale także opowiadająca o przekraczaniu granic.



Do moich rąk trafiła kolejna książka Vincenta V. Severskiego, byłego oficera wywiadu -"Nieśmiertelni". To dalsze losy Konrada Wolskiego - asa polskiego wywiadu, który bierze udział w kolejnej operacji wywiadowczej mającej na celu zapobieżenie światowemu konfliktowi zbrojnemu. Równolegle w Szwecji trwa śledztwo w sprawie brutalnego morderstwa naukowców z Politechniki w Sztokholmie, zaś w Moskwie zostaje porwany przywódca Czeczeńskiej rewolucji. Co łączy te wszystkie wątki? Warto sięgnąć po tę książkę, jeżeli ktoś lubi szpiegowskie afery. Warto wcześniej przeczytać pierwsze dwie części ("Nielegalni", "Niewierni"), by poznać wcześniejsze losy bohaterów. 

A na drutach dobiega końca praca nad trzecią wersją szarego jedwabnego melanżowego (klik).

sobota, 15 kwietnia 2017

sobota, 1 kwietnia 2017

Tercetowa wariacja

Ponad tydzień czekała chusta na sesję zdjęciową. Dotkliwie odczuwam brak czasu na robótki, czytanie i inne przyjemności. Dziś przyszło piękne lato, wymyłam taras po zimie i mogłam na chwilę wystawić Margolkę, by złapała trochę słońca. Ta chusta to wariacja na temat chusty Tercet. Kolor wiśniowy, bordowy. Włóczka bardzo długo leżakowała w moich zapasach, niteczka cieniusieńka, w związku z tym dziergałam podwójnie, a i tak chusta jest bardzo zwiewna. Kiedyś tę nitkę dodawałam do innej, ale nie zachowała się banderolka i nie wiem co to jest. Na pewno mieszanka wełny z czymś tam, miła w dotyku, mięciutka. 
Chusta prezentuje się tak.

 





 
    Na zdjęciu po prawej strzałki pokazują kierunek robótki. 
Jak widzicie ten motyw ażuru mocno się mnie trzyma i nie chce odpuścić.  
     Zaczęłam przeróbkę kolejnego swetra, to będzie już trzecia odsłona tego sweterka (klik). Pierwsza wersja zaczęta tuż procesem odchudzania okazała się po zakończeniu za duża. Druga wersja też już jest luźna, a że włóczka szlachetna, to mi żal, żebym nie miała z niej pociechy. Powstaje trzecia wersja eleganckiego, szarego z dużą domieszką jedwabiu. Także i w tej wersji wykorzystam ten sam motyw ażuru, jednak inaczej będzie rozmieszczony w dzianinie. Mam nadzieję, że tą trzecią wersją nacieszę się dłużej.

sobota, 18 marca 2017

Czerwony jedwabny po przeróbce i przeczytane

       Tego sweterka (klik)  już nie ma. Powstał ten, który prezentuję poniżej. Jak wiecie, już prawie miałam gotową przeróbkę i sprułam ją, bo mi nie pasowała. Natchnieniem do zmiany formy była przeróbka jedwabnej melanżowej bluzeczki (klik).  I tak powstał sweterek/bluzeczka, która początkowo powstawał jako V-line, a później wprowadziłam swoją innowację z rzędami skróconymi po bokach. Jak zwykle sweterek robiony od góry, na okrągłych drutach bez zszywania. Nosi się świetnie, dobrze się czuję w tym udziergu i na pewno częściej będę nosiła niż poprzednią wersję.Dół rękawów i swetra wykończony inną nitką z odrobiną blasku (cekiny). Całość prezentuje się tak.

 





 W ostatnim czasie bardzo dużo czytałam (długie zwolnienie lekarskie). Proponuję Wam kilka lektur.

 "Złota godzina" Sary Donati to historia dwóch młodych kobiet, które są ze sobą spokrewnione. Jedna z nich to Mulatka. Obydwie są praktykującymi lekarkami, jedna z nich - Anna jest chirurgiem, druga - Sophie jest pediatrą i położnikiem. Mieszkają i pracują w Nowym Jorku, są bardzo oddane swojej pracy. Szczególnie bliski jest im los najuboższych oraz kobiet, które zmagają się z trudami porodów i codziennego życia. Nie byłoby nic dziwnego w tej historii, gdyby nie to, że rzecz dzieje się w roku 1883. Kobiety lekarze były jeszcze dużą rzadkością, a kolorowa kobieta z medycznym wykształceniem to był ewenement. 
Na ich drodze staje Anthony Comstock, który swoje życie poświęcił zwalczaniu zła, występku i nieprzyzwoitości, a w szczególności aborcji. Pomimo, że żyjemy w XXI wieku to problemy poruszone w książce są bardzo aktualne. Szczególnie w naszym kraju, w kontekście wydarzeń związanych z ograniczeniem antykoncepcji, próbami ograniczania praw kobiet do decydowania o sobie. Wielu współczesnych mężczyzn nie wyszło z czasów, gdy uważano, że kobieta to człowiek drugiej kategorii i nadal chcą za nas decydować. Mam taką refleksję - mężczyźni boją się kobiet, dlatego próbują wypchnąć je poza nawias życia publicznego. 
  Polecam tę książkę, wątek medyczny jest jednym z wielu, jest tam i historia miłosna,  i historia kryminalna w tle i wiele innych.  

    Hyeonseo Lee w książce "Dziewczyna o siedmiu imionach" opowiada swoją historię. Urodziła się i przez 18 lat mieszkała w Korei Północnej. Opisuje swoje życie w tym kraju, które w porównaniu do innych mieszkańców tego kraju nie było takie złe. Jej rodzice byli dosyć wysoko postawionymi urzędnikami państwowymi oraz w hierarchii koreańskiego społeczeństwa. Na dodatek rodzina mieszkała nad rzeką, przez którą przebiegała granica z Chinami, skąd szmuglowano wiele, luksusowych w Korei, towarów. 
Młodszy brat bohaterki często przekraczał rzekę, by bawić się z chińskimi kolegami na drugim brzegu. Tuż przed 18-tymi urodzinami bohaterka postanawia udać się do Chin, bo jako niepełnoletniej osobie nie groziły takie sankcje za złamanie prawa, jak osobie dorosłej. Chciała zobaczyć jak tam jest i wrócić do domu. W wyniku różnych nieprzewidzianych wydarzeń bohaterka musiała zostać w Chinach. Trafia do swojego wuja. Jednak nie ma dokumentów, gdyby została złapana, odesłanoby ją z powrotem do Korei Północnej. Bohaterka przebyła długą drogę zanim ponownie spotkała swoich najbliższych.
To opowieść również o tym, jak  indoktrynacja prowadzona od najmłodszych lat wpływa na widzenie świata młodego człowieka. Polecam.


   "Perska zazdrość" to druga książka Laili Shukri, którą przeczytałam. Bohaterką jest Joanna, Polka, która od 20-tu lat jest żoną Alego, bogatego Kuwejtczyka, mają troje dzieci. Do tej pory życie kobiety upływało na spełnianiu swoich zachcianek, wychowywaniu dzieci, zakupach w Londynie, Paryżu itp. Jednak w pewnym momencie życie kobiety i całej rodziny się zmienia. Ali bierze sobie drugą żonę Larę. To bezwzględna osoba, która robi wszystko, aby zniszczyć pierwszą żonę i jej dzieci.

   "Szczęści pachnące wanilią"  Magdaleny Witkiewicz to ciepła opowieść o kobietach, które borykają się z różnymi problemami. Koleje losu powodują, że spotykają się w cukierni prowadzonej przez młodą samotną matkę Adę. Cukierenka przyciąga zagubione dusze i staje się miejscem ich spotkań. Tu znajdują ukojenie, pomysły na biznes, rozwiązanie swoich problemów życiowych, a niektóre z nich miłość. 
   To opowieść, z cyklu tych, w których jest tęsknota za spokojnym życiem, w któym robimy to co kochamy.


   
   "Tymczasam" Izabeli Sowy to ksiażka, którą przeczytałam, ale bez większego entuzjazmu. Nie poruszyła mnie historia głównej bohaterki. Czytając powieść, nie wiedziałam, czy czytam o dorosłekj kobiecie, czy nastolatce. Monique, do niedawna wzięta stylistka, wpada w kłopoty, ma niespłacony kredyt we frankach, jej całe życie jest całe na kredyt, tymczasowe. Nie w nim nic stałego. Pewnego dnia wyjeżdża z Warszawy do Krakowa, gdzie próbuje odnaleźć swojego wuja, któremu wiele zawdzięczała jako młoda dziewczyna. Wcześniejsze książki tej autorki, które czytałam podobały mi się. Ta nie i to nie dlatego, że porusza trudne problemy. Po prostu nie przemówiła do mnie.

wtorek, 7 marca 2017

Pudrowo-różowa chusta

   Na prośbę znajomej wydziergałam dla niej chustę. Jest to troszkę zmieniona wersja chusty Tercet, małe korekty wprowadziłam w borderze. Dziergało się szybko, bo wełenka dosyć gruba, robiłam na drutach 5,0. Chusta wyszła spora, taka do porządnego omotania się. Prezentuje się tak.





środa, 1 marca 2017

Trzecia odsłona jedwabnego melanżu

   Z czerwonego nici... Czy macie tak czasami, że jesteście na finiszu robótki i nagle stwierdzacie, że to nie jest to, o co Wam chodziło? Mnie tak się właśnie ( nie po raz pierwszy zresztą) zdarzyło. Już kończyłam przeróbkę czerwonego swetra, gdy nagle straciłam do niego serce, bo nagle przestała mi się ta koncepcja podobać. W zasadzie sweter powstawał bez koncepcji, ot tak sobie wrzuciłam na druty sprutą włóczkę. I czasami, takie bez koncepcji, okazywały się świetną dzianiną. Ta nie.
   Rzuciłam w kąt, i otworzyłam szafę, w której kolejne rzeczy czekają na swoją kolej, by zmienić formę. I chwyciłam jedwabny melanż, który prezentowałam już w dwóch wersjach.

wersja pierwsza                                                                                                       wersja druga
  
   Przestały mi się podobać "ogony" w tej bluzeczce, takie jakieś za długie się zrobiły. Nie sprułam całości, tylko do momentu, gdy wzór zaczął rozchodzić się w V na dole. Rzędami skróconymi wyrównałam linię bluzeczki i dalej, do końca, dziergałam na okrągło.
   Teraz bluzeczka lepiej na mnie leży, jest bardziej praktyczna "ogony" nie wystają spoza marynarki.  I można powiedzieć, że mam nową bluzeczkę wiosenno - letnią.

                                                                wersja trzecia

 


        

    Czerwona linia pokazuje, jak modelowałam bok bluzeczki.
   Ciekawy efekt można osiągnąć przerabiając rzędy skrócone np. lewymi oczkami. Wtedy lepiej byłoby widać konstrukcję swetra. I może to właśnie będzie nowa koncepcja na czerwony?

sobota, 25 lutego 2017

Dzikie dziki?


   
   Tak sobie chodzą gdzie chcą, coraz  większe, dorodniejsze. 
Ot, takie moje wiejskie dziki, maskotki - można by rzec.... Nierozłączna z nich para.

piątek, 24 lutego 2017

Przeczytane...

   "Pieśń królowej" Elizabeth Chadwick to dzieje Eleonory Akwitańskiej, silnej i niezłomnej kobiety, która wyprzedzała swoją epokę. Żyła w Średniowieczu, gdy pozycja kobiety była niska. Jednak ona osiągnęła wiele dzięki swojej mądrości (jak na tamte czasy była bardzo dobrze wykształcona). Pierwsze jej małżeństwo zaaranżował ojciec, dzięki temu została królową Francji. Niestety, nie był to udany mariaż, związek został unieważniony (dzięki determinacji Eleonory). 
   O drugim małżeństwie Eleonora zadecydowała sama, doprowadziło ją ono na tron angielski. Nazwano ją "królową królów", "matką królów" i "babką świętych". Bardzo zaciekawiła mnie ta postać, więc poszukałam więcej informacji, dotarłam min. tutaj (klik). Warto sięgnąć po tę książkę.

   "Willow" Virginii C. Andrews opowiada historię adoptowanej dziewczyny, która wyrusza na poszukiwania swojej biologicznej matki. Po śmierci, jak sądziła, adopcyjnego  ojca w jej ręce trafia dziennik, który prowadził przez wiele lat. Z jego kart wyłania się prawda o prawdziwym pochodzeniu Willow.
Dziewczyna zawiesza studia i wyrusza do Palm Beach na poszukiwania matki. Trafia w bajeczny świat bogactwa Florydy, poznaje przystojnego prawnika Thatchera Eatona, z którym nawiązuje romans. Jednak mroczne tajemnice jej rodziny powodują, że sprawy się komplikują.
    I po raz kolejny nasuwa mi się refleksja (pisałam o tym przy książce :Jestem żoną szejka"), że olbrzymie pieniądze szczęścia nie dają, wypaczają ludzi, przesłaniają to, co w życiu jest ważne. I wcale nie chodzi mi o to, że pieniądze nie są ważne, jednak warto umieć znaleźć równowagę między tym, co materialne, a tym co duchowe.
 "Pokolenie zimy" Wasilija Aksionowa przedstawia inteligencką rodzinę Gradowów, która w latach 20-tych ubiegłego wieku próbuje przeżyć w czasach stalinowskich. To jeszcze nie są lata największego terroru, na Kremlu toczy się walka o władzę pomiędzy trockistami, a zwolennikami Stalina. Pomimo chwilowej swobody życie nie jest łatwe. To jeszcze nie najmroczniejszy czas w historii Związku Radzieckiego, ludzie są pełni entuzjazmu i wiary w komunizm i partię, aczkolwiek w tle rozgrywa się dramat ludzi, których ziemie podlegają kolektywizacji a on sami objęci są wywózkami do łagrów. 
To pierwsza część sagi, czekam na kolejne.

   Powoli dziergam czerwony sweterek, który  kiedyś wyglądał tak (klik). Konieczność przeróbki wymusił mój proces odchudzania. I wiecie co. przyjemniej jest przerabiać większe na mniejsze niż odwrotnie ( co niestety przez wiele lat czyniłam). Idzie mi mozolnie przez te wszystkie moje zdrowotne zawirowania, ale jest już więcej niż mniej. Akurat idzie wiosna, podczas której taki piórkowy sweterek będzie jak znalazł.

czwartek, 23 lutego 2017

Miało być o Sopocie...

   Miała być dalsza relacja z mojego pobytu w Sopocie, a będzie... pewna refleksja. 
Niestety, moje zdrowie zaszwankowało na tyle,że wylądowałam na ostrym dyżurze i w szpitalu. To, co tam zobaczyłam i przeżyłam woła o pomstę do nieba. NIGDY WIĘCEJ!!!. Cały system wymaga uleczenia, natychmiastowego. Pisałam już o tym wcześniej, że nasi lekarze mają kompetencje, chcą leczyć, jednak system, w jakim idzie im pracować, jest niewydolny i absolutnie nie nastawiony na dobro pacjenta. Na szpitalnej izbie przyjęć ze skierowaniem na konkretny oddział spędziłam w trzech (!!!) różnych kolejkach  ponad trzy godziny, później czekanie na konsultację lekarską. Aby dostać się do szpitala trzeba mieć końskie zdrowie. Do tej pory żaden minister nie miał pomysłu na uleczenie służby zdrowia, obecnemu również nie wróżę sukcesów. To trzeba wszystko zburzyć, wyciąć w pień i zacząć od nowa. A najlepiej ... nie chorować. I tego wszystkim oraz  sobie  życzę.

   A jednak coś napiszę o mojej podróży.

Na zdjęciu widać pomnik Jeana George'a Haffnera - założyciela uzdrowiska Sopot. Gdańsk i okolice tak zauroczyły lekarza, że postanowił tu się osiedlić. Ciekawostki o Haffnerze można przeczytać tutaj (klik)
 Znane budowle Sopotu to oczywiście molo, trochę mniejsze znajduje się w Gdyni-Orłowo, zabudowania przed wejściem na molo, Grand Hotel. Na tzw. Monciaku natknąć się można na Krzywy Domek, który trochę przypomina budowle Gaudiego. Jednak inspirowany był rysunkami Jana Marcina Szancera (czy ktoś jeszcze pamięta tego ilustratora dziecięcych książeczek?), został okrzyknięty przez portal Village of Joy najdziwniejszym budynkiem świata. Mieszczą się tu biura, kawiarenka, punkty usługowe, a także "Ściana sławy", na której znajdują się autografy znanych postaci.


    Kolejnym ciekawym miejscem jest Domek Żeromskiego w Gdyni - Orłowo. Pisarz przebywał w tym miejscu od maja do lipca 1920 roku w czasie, gdy rozpoczęła się budowa portu w Gdyni. Tutaj też powstał zamysł "Wiatru od morza". To niewielki domek, w którym znajdują się ciekawe informacje o pisarzu, na piętrze znajdują się różne ekspozycje poświęcone najbliższej okolicy oraz ciekawym ludziom. Na parterze budynku znajduje się klimatyczna kawiarenka, gdzie można napić się pysznej kawy i skosztować dobrych deserów.
   Zdjęcia pokazane obok pochodzą ze stron Panoramio i Tawerna Orłowska.

Molo w Gdyni-Orłowo jest mniejsze od tego w Sopocie, ale rozciąga się z niego piękny widok na wysoki Klif Orłowski.  Widać także dobrze olbrzymi budynek, który za czasów PRL-u musiał być jakimś domem wczasowym. Miejsce jest piękne, widok z okien na pewno też, aż żal, że nic tam się nie dzieje. Aczkolwiek któregoś dnia zobaczyliśmy jakąś ekipę budowlaną, która robiła jakieś pomiary. Może ktoś wykupił to miejsce i będzie starał się je przywrócić do życia.
   Niedaleko swoje ujście do morza ma rzeka Kacza, zaś na pobliskim skwerku przesiaduje postać Antoniego Suchanka znanego malarza marynisty, więcej można o nim poczytać tutaj (klik).

 

Będąc tak blisko mojego corocznego miejsca wypoczynku, nie mogłam go nie odwiedzić.  


Cisza i spokój jakie tu zastałam na na nowo napełniło moje serce tęsknotą, aby osiedlić się tu na emeryturze. Pytanie tylko, czy dożyję tego czasu ;-)

sobota, 18 lutego 2017

Sopot zimą? Czemu nie!

    Pierwszy tydzień ferii minął bardzo szybko. Miłość jaką darzę polskie morze znana jest już czytelnikom mojego bloga, więc nie zdziwi nikogo fakt, że miniony tydzień spędziłam właśnie nad Bałtykiem. 
   Tym razem wybrałam Sopot. To miejsce, które odwiedzałam wiele razy tylko latem. Zimą to miasto ma swój urok. Tradycyjnie podoba mi się bardziej, bo jest mniej ludzi. 
   Naszym miejscem pobytu było sanatorium Kamienny Potok położone pomiędzy molo w Sopocie, a molo w Gdyni - Orłowo.
 Pierwsze dwa dni były typowo zimowe, krajobrazy również.  Nie wiało, więc dosyć przyjemnie spacerowało się z kijkami po plaży. 
   Podczas następnych dni pogoda robiła się coraz bardziej wiosenna, co sprzyjało długim wypadom brzegiem morza.
   Ale mój pobyt, to nie tylko same spacery, to także oglądanie ciekawych miejsc. Ale o tym napiszę w następnym poście.

sobota, 11 lutego 2017

Petrolowy kardigan w nowej odsłonie

   Czy pamiętacie ten kardigan? (klik). Bardzo go lubiłam, był milutki, ciepły, bo wykonany z alpaki DROPSA. Kardigan był lekko rozszerzany (kształt litery A). Jedyną ozdobą były ażurowe warkoczyki. Niestety od jakiegoś czasu leżał w szafie nieużywany, bo zrobił się za duży. W końcu wzięłam się za przeróbkę. 

   Nie sprułam całego swetra, doszłam do pach, bo z tego miejsca wcześniej dobierałam oczka, by poszerzać sweter. Sprułam całą plisę oraz część rękawów ( w poprzedniej wersji też były rozszerzane). Ta wersja to prosty kardigan, którego ozdobą również jest ażurowy warkoczyk. Rękawy wykończone są szerokim ściągaczem, dół swetra także. Całość zapinana na jeden guzik.
    
W poprzedniej wersji wykończenie było zrobione i-cordem.     Sweter nosi się dobrze, bardzo go lubię pasuje do dżinsów, a także do sukienki. Prezentuje się tak.
  
 



  






 Ach, a ten oryginalny naszyjnik ze starego mechanizmu zegarka Wostok wykonała moja siostra.

  A ja już spakowana, jutro wyruszam do Sopotu, aby pooddychać morskim powietrzem i jak mawia mój syn, nawdychać się "jadu". Zaczęłam ferie.