

Ale o drutach nie zapominałam. Dzierganie na plaży jest całkiem przyjemne.
I przywiozłam dwie skończone robótki i zaczęte również dwie. Oto te, które już można nosić.
Szare ponczo z silky cashmire. Niestety ta włóczka była już trzeci raz przerabiana, ponieważ dotychczasowe wyroby miały pecha w praniu. Bardzo drastycznie zmieniały swój rozmiar na taki, w jaki żadnym cudem bym się nie wcisnęła. Moja córka otrzymała zakaz prania tego poncza.


Zastanawiam się jeszcze, czy nałożyć na nie aplikację. Zobaczę.
Koralowa chusta z filisilk. Bardzo zwiewna, delikatna w dotyku, w sam raz na lato.Kilka zdjęć jeszcze znad morza i kilka już na Margolce.


To nie Margolka, aż tak się nie zmieniła. To wiedźma, która stoi w ogródku przy domku, w którym spędzamy wakacje. Koniecznie chciała zapozować do zdjęcia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz