Powitanie



Drogi Gościu, witam Cię na moim blogu, cieszę, ze tu jesteś. Będzie mi bardzo przyjemnie, jeśli zostawisz swój ślad w postaci miłego komentarza.

Wzory do pobrania

środa, 5 lipca 2017

Nareszcie mam wakacje!!!

   Jak w tytule, od wczoraj mam wakacje. Długo trwało zamykanie spraw minionego roku szkolnego, a i przygotowania do następnego zostały poczynione. To nie znaczy, że w sierpniu i we wrześniu będzie mniej pracy. Ach, ta "deforma"...
   Jak zwykle  pierwsze dni namiętnie czytam, by oderwać się całkowicie od szkoły. Zdążyłam wczoraj również przemalować co nieco. Ale najpierw o lekturach.

    "Armandale" Wilkie Collinsa to typowa XIX-wieczna powieść, w której intryga snuje się powoli. Akcja zaczyna się w niemieckim kurorcie, do którego przybywa ciężko chory Anglik ze swoją żona i małym synkiem. Gdy okazuje się, że lada chwila jego życie się skończy postanawia na łożu śmierci napisać list do syna, w którym opowie burzliwą historię swojego życia oraz o popełnionej zbrodni. W liście zawiera przestrogę dla syna, by unikał swojego imiennika Allana Armandale. Wiele lat później dwaj Allanowie Armandale spotykają się, stają się przyjaciółmi, jednak różne zbiegi okoliczności intrygi powodują, że fatum krąży nad ich przyjaźnią. 
   Książkę czyta się niełatwo, styl i XIX-wieczny język tego nie ułatwiają. Jednak gdy zagłębimy się w treść, porwie nie wiadomo kiedy.

    "Absurdy i kurioza przedwojennej Polski to ciekawa opowieść Remigiusz Piotrowskiego o tym, co zdumiewa nas w 20-leciu międzywojennym.  W oparciu o artykuły z przedwojennej prasy,dzienników i wspomnień autor przedstawił najbardziej zaskakujące sytuacje. Pisze o samobójcy, który wielokrotnie i na różne sposoby próbował odebrać sobie życie i nijak mu to nie wychodziło, o aferze robakowej w warszawskich lokalach, o tym ile kosztowało zaaranżowanie małżeństwa z panną przy kości a ile ze szczupłą. 
Ze swadą i humorem autor opowiada o społeczeństwie i przedwojennej Polsce. Polecam.
 Od dawna wiedziałam, ze Mariusz Szczygieł, autor książki "Zrób sobie raj", jest zapalonych czechofilem. To kolejna książka, w której autor przybliża nam Czechów, ich podejście do wiary i Boga, obrządków związanych z pochówkiem, podejściem do trudnych spraw. Czasem są to smutne spostrzeżenia, czasem śmieszne. Zadziwiło mnie to, że Czesi nie znoszą patosu i heroizmu. Nie rozumieją, dlaczego Polacy tak celebrują wszelkie tragedie narodowe. Z drugiej strony ich bardzo pragmatyczne podejście do życia jest pewnego rodzaju sposobem na radzenie sobie z traumami. Nie interesowałam się wcześniej historią Czech, nie miałam świadomości, że gdy my w latach 70-tych ubiegłego stulecia za sprawą E. Gierka mieliśmy namiastkę dobrobytu, Czesi zmagali się z neostalinizmem w jego najgorszej postaci. Myślę, że nie jest to ostatnia książka M. Szczygła, którą przeczytałam.

   "Leśna polana" Katarzyny Michalak to książka, którą "połknęłam" w pół dnia pomiędzy malowaniem drzwiczek łazienkowych szafek. Trzy przyjaciółki, które zetknęły się w ośrodku leczenia nerwic, każda ze swoją historią, związały się ze sobą na dobre i na złe. Na ich drodze stają trzej bracia, których historia jest równie dramatyczna. Na los mężczyzn i jednej z przyjaciółek ma wpływ ta sama osoba, to  sadystyczny ojczym i ubecki oprawca ojca Gabrysi. Wcześniej czytałam już książki K. Michalak, były to typowe wakacyjne lektury. I tu zaczyna się podobnie, jednak w pewnym momencie historii autorka zaskakuje nas opisem brutalnych tortur więźniów politycznych w latach stalinizmu. Nie ukrywam, że czytałam ze ściśniętym sercem opisy, któe autorka oparła na autentycznych dokumentach z tamtych lat.
Już zaczynam drugą część trylogii...
jak już wyżej wspomniałam, tylko zaczęłam wakacje i już przemalowałam szafki, tym razem w łazience.

Wyglądały tak...


 A teraz prezentują się tak...

      
Drzwiczki pomalowałam, a jakżeby inaczej, farbą kredową - rozbieloną szarością. Do tego pasują dwa wiklinowe kosze z kwiatami, które zdobią moją łazienkę. I to wszystko, co mogłam w domu przemalować bez większych awantur. Ale mam plan, gdzie będę dalej uskuteczniać moje "malowanki" ale na razie cicho sza...
   Na druty wrzuciłam pozostałości silkystone ROWAN , które zostały mi z tego swetra (klik), wymyśliłam całkiem fajny fason. Mam jednak problem, włóczki za mało ( ze 3 motki), a nie mam za bardzo gdzie dokupić. Kiedyś kupowałam w naszych sklepach internetowych, teraz przeszukałam ich zasoby i nigdzie nie ma. I nie wiem, co zrobić...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz