
Lizbona jawi mi się jako spokojne miasto, w którym nie bałam się poruszać o późnej porze. Zachwyciły mnie jeszcze ciepłe noce, a także ludzie spędzający wieczór w knajpkach przy lampce wina i muzyce fado. Zaskoczył mnie widok pary z małym dzieciątkiem w wózeczku na spacerze po 23.00. I nie słychać było awantur, burd wszczynanych po alkoholu. Może przez te kilka dni miałam szczęście, że nie zobaczyłam takich obrazków, a może Portugalczycy potrafią spokojnie, bez awantur się bawić i spędzać wspólnie czas.

Organizatorzy wyjazdu sprawili nam niespodziankę zabierając naszą grupę na kolację do tawerny z muzyką fado. Lokal znajduje się przy ciasnej uliczce z mnóstwem takich knajpek, naprzeciwko Muzeum Fado (zdjęcie u góry po prawej).

Podczas wieczoru wystąpiło pięciu śpiewaków i dwóch gitarzystów. Nie było to jednak typowe fado, pełne żalu, tęsknoty, smutku.
Ze znajomymi stwierdziliśmy, że było to fado dla turystów - lekkostrawne.
Trochę inny poziom, niż Mariza, Ana Moura (klik) czy legenda fado Amalia Rodrigues (klik). Niemniej jednak było to ciekawe doświadczenie.
Po kolacji, z częścią grupy, postanowiliśmy wrócić do naszego hotelu pieszo. Świetnie się bawiliśmy, podziwialiśmy miasto nocą.
Natknęliśmy się na słynny tramwaj numer 28, którym można zwiedzić najciekawsze miejsca Lizbony, przejechać się wąskimi uliczkami pnącymi się w górę. Mnie nie udało się niestety przejechać tym tramwajem, czego niezmiernie żałuję.
Czym mnie jeszcze zachwyciła Lizbona?
Kostką brukową - carcada portuguesa!

Ostatnio władze Lizbony chcą część brukowanych ulic wyłożyć innym, bardziej przyjaznym podłożem. Jednak część lizbończyków jest tym oburzona. Prezydent miasta obiecał, że w najstarszej części miasta stary bruk zostanie.

I nie udało mi się spotkać dwóch takich samych elewacji.
Na dzisiaj tyle...
...cdn...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz