niedziela, 25 stycznia 2026

Lizbona po raz drugi

     Moja koleżanka mieszkająca w Wielkiej Brytanii wymarzyła sobie swoje okrągłe urodziny w Lizbonie, w której nigdy nie była. Zaprosiła swoje trzy przyjaciółki ( w tym mnie) na wspólny wyjazd. Miało być międzynarodowo, gdyż rzeczona koleżanka mieszka w UK, druga we Francji oraz dwie w Polsce. W ostatniej chwili jedna z koleżanek (ta z Francji) w ostatniej chwili odwołała przyjazd, więc świętowałyśmy we trzy od 16 do 19 stycznia.

   Lizbonę miałam już okazję zwiedzić (relacja tutaj klik). Wtedy był początek października, była idealna pogoda na zwiedzanie. Teraz miałam pewne obawy, ponieważ styczeń w Lizbonie jest raczej deszczowy. Jednak pogoda nam bardzo dopisała, tylko pierwszego dnia padał przelotny deszcz, a potem świeciło piękne słońce. I ta temperatura! W dniu wylotu z Polski było -12 stopni C, a tam powitało nas + 12! W dniu powrotu Lizbona żegnała nas +15 stopniami. Żal było wracać. 

W podróż zabrałam swoją robótkę (jakżeby inaczej), apartament miałyśmy w centrum, blisko wszystkich atrakcji. 

   Ten pobyt miał inny charakter, to przede wszystkim czas spędzony z przyjaciółkami, czas którego na co dzień nie mamy ( w końcu mieszkamy w różnych krajach), a jak się już widzimy to raczej w biegu. W końcu mogłyśmy porozmawiać o naszych radościach i smutkach. A wszystko to przy pysznym portugalskim jedzeniu i dobrym winie. Dla mnie odkrywcze były nowe smaki - odważyłam się zjeść ośmiornicę. I zajadałam się dorszem. U nas nie jadam dorsza, nie smakuje mi, za w Lizbonie jadłam go codziennie (podobnie było w Porto). 

   Oczywiście zwiedzanie też było, ze względu na naszą jubilatkę, jednego dnia zrobiłyśmy sobie przejażdżkę Tuk-tukiem czyli elektrycznym trójkołowym motocyklem. Nasz kierowca - przewodnik bardzo ciekawie opowiadał o najważniejszych zabytkach Lizbony (koniecznie chciał się z nami sfotografować, więc Patricio znalazł się na jednym ze zdjęć na tle panoramy miasta). To był dobry pomysł, ponieważ tego dnia pogoda była zmienna, zaś trasa zwiedzania długa. 

Tego dnia czekała nas urodzinowa kolacja w Clube de Fado z piękną muzyką. 



   Kolejny dzień spędziłyśmy w Belem, gdzie wstąpiłyśmy do Home | Pastéis de Belém®, gdzie koniecznie trzeba spróbować babeczek z Belem. Poza sezonem stałyśmy w naprawdę w krótkiej kolejce, by dostać się do środka i napić się pysznej kawy i zjeść ciepłe jeszcze babeczki. Pycha!
Poprzedni mi się to nie udało, aczkolwiek miałam okazję zjeść oryginalne pasteis.


   Wieczorem świętowałyśmy moje imieniny wMaria Catita – kuchnia portugalska i azorska, gdzie kosztowałam sałatki z ośmiornicy i innych specjałów kuchni portugalskiej. 
   Każdy wieczór kończyłyśmy nocnym spacerem po bardzo spokojnej Lizbonie. Po raz kolejny zdumiona byłam tym, jak bezpiecznie się czuję pomimo nocnej pory.
Ostatni dzień żegnał nas cudowną pogodą, słońcem i wysoką temperaturą. Żal było wyjeżdżać.


Przeczytałam/wysłuchałam:
1. "Mrok jest po naszej stronie" Katarzyna Zyskowska
2. "Bławatek" Magdalena Buraczewska- Świątek
3. "Zawierucha. Iskry na wiatr" t.1 - Ida Żmiejewska
4. "Zawierucha. Spalona ziemia" t.2 - Ida Żmiejewska
5. "Zawierucha. Garść popiołu" t.3 - Ida Żmiejewska
6. "Zawierucha. Błędne ognie" t.4 - Ida Żmiejewska
7. "Zawierucha. Fajerwerki" t.5 - Ida Żmiejewska
8. "Witaj, smutku" Francoise Sagan
9. "Była sobie rzeka" Diane Setterfield

A na koniec zapraszam do wysłuchania Silvany Peres z Clube de Fado









Lizbona po raz drugi

     Moja koleżanka mieszkająca w Wielkiej Brytanii wymarzyła sobie swoje okrągłe urodziny w Lizbonie, w której nigdy nie była. Zaprosiła sw...