Powitanie



Drogi Gościu, witam Cię na moim blogu, cieszę, ze tu jesteś. Będzie mi bardzo przyjemnie, jeśli zostawisz swój ślad w postaci miłego komentarza.

Wzory do pobrania

czwartek, 31 sierpnia 2017

Etui na tablet

   Bardzo dziękuję Wam za propozycje nazwy dla chusty dzierganej nad Bałtykiem. Wszystkie są bardzo ciekawe, jednak do serca przypadły mi "Bałtyckie piaski" zaproponowane przez Olę (klik). W związku z tym od tej pory chusta będzie się tak właśnie nazywać - Bałtyckie piaski. Olu, dziękuję.
  Wczoraj podczas wieczornego oglądania filmu na mojej ulubionej platformie internetowej (legalnej!) wydziergałam szybciutko etui na tablet. Syn nabył tę zabawkę i poprosił mamusię, by ta mu jakąś osłonkę wydziergała. Mamusi w to graj, podreptała do swoich pudełek z włóczkowymi zasobami i znalazła dwa kłębuszki grafitowej i granatowej włóczki. Po połączeniu nitek wyszedł ciekawy kolorek nawiązujący do tego z tablecika. Później jeszcze tylko czerwony koralik w charakterze guziczka i oto jest - sweterek na tablet. Prezentuje się tak.








Syn zadowolony, tablecik też.
 Na dzisiaj tyle. Przede mną jeszcze sporo pracy przed rozpoczęciem roku szkolnego.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Chusta bez nazwy

Powstawała w różnych miejscach, zaczęłam w domu, dziergałam w drodze na urlop, Największa część powstała jednak nad morzem podczas plażowania. Jak ją nazwać? Stworzyłam Bałtycką bryzę (klik), Bałtycki zefir (klik), chciałabym, by też w nazwie był Bałtyk. Może Wy macie jakieś pomysły?

Chusta wykonana z bawełnianej włóczki, przyjemna w dotyku, prezentuje się tak.

















   


   Jak widzicie, wykorzystałam ażurowe warkoczyki, których sekwencje oddzieliłam kilkoma rzędami oczek prawych.
W borderze również jest motyw tego samego warkoczyka. 






W następnym poście pokażę nadmorski sweterek. Czekam na Wasze propozycje nazwy dla szarej chusty.

środa, 23 sierpnia 2017

Bardzo długi post o dalszej przemianie szafek kuchennych i nie tylko

    Pokazywałam w jednym z ostatnich postów kuchenne szafki w moim letnim domku. Meble liczące sporo lat, pamiętające PRL "wpadły" pod mój pędzel i zmieniły swe oblicze. Wyglądały tak.


 








Jak widać, nie były z jednego kompletu. Niektóre z nich już były przemalowywane. Jednak i ten lifting już się zużył. Wzięłam się do dzieła. Zaplanowałam kolorystykę, zakupiłam potrzebne materiały i narzędzia, przywiozłam wszystko nad morze i zabrałam się do pracy. Na pierwszy rzut poszły szafki wiszące, następnie blat oraz szafki stojące. Po moich poczynaniach w ciągu pięciu dni szafki zmieniły swój wygląd.


 Jak widać na zdjęciu obok, nie wszystkim szafkom dałam radę podczas mojego tygodniowego pobytu w lipcu. Ale nic to, miałam w planach kolejny, już dłuższy - trzytygodniowy pobyt.
   Gdy znowu dotarłam na miejsce, zakasałam rękawy i wzięłam się do pracy. Najpierw zajęłam się mniejszą szafką stojącą pod schodami, a następnie tą przy drzwiach wejściowych. Postanowiłam nie przemalowywać drewnianego blatu, zeszlifowałam starą warstwę lakieru i pomalowałam na nowo. Szafeczki mają ten sam motyw, co pozostałe. Prezentują się tak.

 
  Cały aneks  pojaśniał. Kącik kuchenny jest dosyć ciemny, bez dziennego oświetlenia, więc szafki w tej szacie kolorystycznej mocno go rozjaśniają.

 Wymieniłam wszystkie uchwyty, mąż zajął się wyregulowaniem zawiasów i kuchnia jak nowa. Szafki malowałam dwoma kolorami farby kredowej Annie Sloan Old White i Paris Grey, zaś powierzchnie utwardzałam satynowym lakierem bezbarwnym do mebli i boazerii eco protect firmy V33.

    Dwie szafki na trzy tygodnie było mi za mało, wzięłam się za kolejny, bardzo wiekowy mebelek. To ława z lat 70-tych ubiegłego wieku ( rany, jak to brzmi!). Prezentowała się tak.


   Powierzchnia ławy pokryta była politurą na wysoki połysk, niestety dosyć mocno sfatygowaną. Postanowiłam ją zeszlifować, choć wiedziałam, że nie będzie to łatwe zadanie. I nie było. Politurę ściąga się specjalnymi preparatami, moja mała szlifiereczka nie dała jaj rady. Podczas pracy powierzchnia popękała jak potłuczone na drobno szkło. Stwierdziłam, że tak to zostawię. 
Pomalowałam blat na szaro trzema warstwami. Powstała ciekawa faktura. Następnie nałożyłam motyw kwiatów za pomocą szarosrebrnej farby w spray. Ponieważ farba ma metaliczny połysk, spękania politury wyglądają jak potłuczone szkło. Brzegi ławy również wysprayowałam, przez co na nóżkach powstał niezamierzony, ale dosyć ciekawy efekt ombre.
Oto ława w nowej odsłonie.



No cóż, taką ławę w jeden dzień się przemalowywuje. Co więc robić dalej?

   Mój mąż nie mógł znieść dłużej mojej nadaktywności malarskiej i pod pretekstem postawienia nowego domku narzędziowego namówił mnie do pomocy. 


  Oj, nie skończyło się to dla mnie dobrze. Nawet dachu nie zmontowaliśmy, a już mnie zamknął, by mieć trochę spokoju!


Po jakimś czasie jednak stwierdził, że bez mojej pomocy nie da sobie rady, więc mnie uwolnił. Domek po zmontowaniu oczywiście trzeba było pomalować (zgadnijcie, kto to zrobił). Wyszedł śliczny, zgrabny, a przede wszystkim jest bardzo przydatny. Wnętrza urządziłam elegancko. Są półeczki na różne narzędzia, uchwyty do wieszania grabi,łopat itp., znalazło się miejsce na rower i kosiarkę oraz wiele innych rzeczy potrzebnych do pracy w ogrodzie. Nawet firaneczki są w oknach! Oczywiście malowane.
Brakuje mi tylko pod oknem małej skrzyneczki z kwiatami.
Jeden z wujków, gdy zobaczył moje dokonania malarskie, a szczególnie wzory na szafkach, stwierdził, że jestem prawdziwą artystką. Jest chyba święcie przekonany, że malowałam to pędzelkiem.
Prawda jest taka, że jako szablonu użyłam starej firanki i farby w sprayu. Ot, i cała tajemnica  mojego "artyzmu".
   

   Ufff, po tylu dokonaniach nareszcie można było poplażować i korzystać z pięknej pogody. Na szczęście ominęły mnie upały, które w czasie mojego pobytu nad morzem panowały w Warszawie. Delektowałam się słońcem, temperaturą ok. 24 stopni i delikatną (czasem mocniejszą) bryzą morską. Tylko noc z piątku  na sobotę 12/13 sierpnia była trudna. Tak jak w wielu regionach Polski.
   Na plaży powstawała zwiewna chusta, dokończyłam sweter, zaczęłam i prawie skończyłam kolejny.
Ale o tym w następnym, już pewnie  nie tak długim, poście.
 A na koniec nowa wersja przeboju Despacito. Mnie bardzo się podoba, a Wam?



wtorek, 22 sierpnia 2017

Rozdawajka szósta - wyniki

    Z dwudniowym opóźnieniem, za co przepraszam, ogłaszam wyniki rozdawajki szóstej.
Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w zabawie oraz za miłe komentarze. 
   Czasem wydaje mi się, że ciut "wypaliła się" formuła mojego bloga, że nie jest interesujący i że powinnam coś zmienić. Myślę, że to w końcu nastąpi, gdy uporam się z nowymi życiowymi wyzwaniami.
 Ale póki co nie przedłużam oczekiwania na wyniki rozdawajki.
Uczestników prosiłam o odpowiedź na pytanie:
Jak nazywa się muzyk, który stał się moją muzyczną fascynacją i na koncert którego zabrał mnie mąż w prezencie urodzinowym?

To oczywiście David Garrett.
Maszyna losująca gotowa...
                                                       ...sierotka sięga po szczęśliwy los...





.....jest!
...szczęśliwy los należy do...
                        







Gratuluję zwyciężczyni (tu znajdziecie  bloga Ani - klik), do której wędruje ta chusta (klik).

 Już niedługo 15września ukaże się nowy album Davida Garretta. Już nie mogę się doczekać...
A to mała zapowiedź...

Wczoraj wróciłam z urlopu z mojego wakacyjnego domku. Relacja o tym, co tam "zmalowałam"  ukaże się wkrótce. A zmalowałam sporo...